Homik - 2009-12-29, 20:19 Niestety nie miałem okazji zagrać w Remake'a, ale z tego co wiem to od nowa nagrano dubbing (bolączka pierwowzoru), oczywiście poprawiono grafikę, dodano nowe zagadki i lokacje. Jak by nie patrzeć to stworzono grę od podstaw Gdybym miał GC to śmiało bym zinwestował w starego-nowego Residenta._Music - 2009-12-30, 00:25 Za remake'iem głosowałem w tej ankiecie i również polecam- zdecydowanie najlepszy RE ever.
Czwóreczka była b. fajna, ale to jednak statyczna kamera, powolne zombiaki, pusty magazynek i liczenie każdej szpuli do maszyny bardziej wryły mi się w pamięc i do tego bym chętniej wrócił.
Btw- remake ma tą dodatkową trudnośc, że strach zabijac te zombiaki- po pewnym czasie zwłoki wstają i są znacznie groźniejsze niż pierwotna postac, co sprawia że trzeba naprawdę kombinowac i myślec jaką to drogę przez rezydencję się obierze by się dostac do jakiegoś pomieszczenia :]Alex - 2009-12-30, 21:29 Już jestem świeżo po "seansie" dwóch scenariuszy nowego-starego "Resident Evila", i muszę z przykrością rzec, że żałuję iż sam nie mogłem w niego zagrać. Jakbym miał określić go jednym słowem - rewelacyjny. Przewyższa oryginał dokładnie pod każdym, nawet najmniejszym, względem.
* Grafika prezentuje się niesamowicie. Dzięki zachowaniu statecznych ujęć kamer jak w oryginale, design lokacji jest perfekcyjnie dokładny, gdziekolwiek byśmy bohaterem nie byli, w oczy rzucają się miliony detali. Czasami się zastanawiałem czy to aby na pewno tylko grafika komputerowa, a przecież oglądałem grę w niespecjalnie wysokiej rozdziałce
* Klimat oryginału i remake'u dzieli wielka przepaść. W jedynce przypominał on filmy klasy B (o czym wcześniej wspomniałem), ten w remake'u jest kompletnie inny - bardzo mroczny, ponury, a dzięki doskonałej grafice, surrealistyczny. Właśnie ten bardziej mi przypadł do gustu, bo IMO był po prostu lepszy.
* Wszyscy bohaterowie prezentują się dużo lepiej. Zaczynając od protagonistów, którzy są bardzo wyraziści i bardziej dający się polubić, a kończąc na większej "tajemniczości" Weskera i Barry'ego. W dodatku taki Sullivan, Brad czy Frost, mają parę więcej sekund swojego udziału na ekranie, co wyszło zdecydowanie na plus.
* Przeciwnicy remake'u to prawdziwa masakra. Zombie dzielą się na typowych, z wystającymi łapskami i próbującymi schwytać bohatera, a także rzygających czymś na wzór kwasu. Znajdą się także takie zombie, które potrafią szybko biegać. Dodatkowym plusem jest to, że są bardziej wytrzymali. No i potrafią w końcu wchodzić i schodzić po schodach (a także przełazić przez drzwi do pomieszczeń, w których znajduje się bohater).
* Usunięcie i uproszczenie kilku zagadek, a także dodanie kilku nowych, również IMO wyszło na plus. Nie jest już tak bezsensownie trudno jak w oryginale, ale za to rezydencja jest większa i pomyśleć trzeba dość często (szkoda tylko, że sam nie mogłem pogłówkować).
* Dialogi nie są jakimś wielkim plusem gry, i choć z podstawowym angielskim da się rozumieć co bohaterowie mówią, to nie ma takiego komizmu jak w pierwowzorze.
Poważny minus jaki zauważyłem, to fabuła - została ona przeniesiona z oryginału, z niezmienionymi niedoróbkami fabularnymi. Szkoda, bo liczyłem na to, że je poprawią
Drugi poważny minus, to brak portów na PS2 czy chociażby XBoxa - nie wiem co chciał przez to uzyskać Capcom wypuszczając grę tylko na GC, ale jak dla mnie był to kiepski wybór.
Trzeci minus będzie jednocześnie podsumowaniem mojej opinii - wielka szkoda, że ta gra jest tylko remakiem, bo przez to na zawsze pozostanie w cieniu (moim zdaniem) gorszego oryginału. Naprawdę, wielka szkoda.
ps. Teraz nie wiem sam za co się zabrać - zagrać w część drugą i trzecią, czy pierw obejrzeć "Resident Evil Zero"? Co wyszłoby na lepsze?_Music - 2009-12-30, 21:47 Zamiast obejrzec to na youtubie, poluj po ebay'ach :]
A samego gacka dostaniesz już tanio myślę.
Devlock: Posty oscylujące wokół GCN zostały przeniesione do tematu o konsolach.Alex - 2010-01-01, 22:35 I już dwójeczka ukończona, obydwa scenariusze w ciągu dwóch dni Już na wstępie zaznaczę, iż jest to dla mnie najlepszy "Resident Evil" w serii (wiem że tak, choć jeszcze nie grałem w 3-5) i bez zastanowienia porównałbym go do pierwszego "Silent Hill". Obydwie gry są dla mnie arcydziełami konsolowego survival horroru.
Głównym plusem dla mnie jest fakt, że ta gra w ogóle istnieje
* Nieprzekombinowana fabuła i przedstawiona w bardzo ciekawy sposób
* Muzyka idealnie pasująca do tempa akcji, a także podkreśla świetny klimat
* Ilość bohaterów - każda postać jest inna i na swój sposób unikatowa (ADA!!!), wprawdzie nie ma czegoś takiego jak w "SH", ale w porównaniu do pierwszego "RE" dobrze że w ogóle jest
* Grafika w miarę daje radę, ale próby czasu nie przetrwała. Mi tam taki mankament nie przeszkadza
EDIT: Dodam jeszcze genialną niespodziankę z inwentarzem: <Pisałem już że nie lubię ograniczenie inwentarza w grach, i z nutą wściekłości przyglądałem się tym ośmiu slotom, lecz w momencie gdy możemy powiększyć go do dziesięciu - nieopisana radość po prostu xD> Ogromny plus za ten pomysł.
Poważnym minusem natomiast jest:
* Poziom zagadek - o ile narzekałem na niego w pierwszym RE "bo za trudny", tak tu jest "za łatwy", przez co gra wydaje się bardzo krótka i swoją drogą bardzo prosta.
* Po raz kolejny denerwowały mnie te niepotrzebne wstawki filmowe otwieranych drzwi, lub wchodzenia/schodzenia pod schodach (wiecie o co mi chodzi).
Wszystko.
Podsumowanie krótkie: gra jest perfekcyjna. Były momenty gdzie podskoczyłem ze strachu z zaskoczenia - Kto nie chce wiedzieć niech nie czyta: <Zombie wystawiający ręce przez okno w wąskim korytarzu by złapać bohatera - myślałem że polegnę >, a to oczywiście jeden z kilku takich momentów. Finałowa lokacja niesamowicie przypomina drugą część "Obcego", aż się zachciewa film obejrzeć :-]
I jeszcze przy okazji: voice-acting nie był tragedią jak w pierwszym "RE", ale niestety kilka perełek się znalazło, w tym moja ulubiona z zakończenia Claire:
Cytat:
Leon: It's over.
Claire: No. I have to find my brother.
Leon: You're right. It's just the beginning
Eee, trudno, zdarza się... ^^"Homik - 2010-01-01, 22:50 Dla mnie dużym minusem całej serii jest wtórność zakończeń czyli robimy wielkie ka-boom i uciekamy jakimś pojazdem. [SPOILER] RE1 - Śmigłowiec, RE 2 - Pociąg, RE4 - Skuter wodny.[SPOILER]timothy7 - 2010-01-02, 14:55 We wszystkie czesci Resident evil grałem juz dawno temu, ale pamiętam ze właśnie czwórka i dwójka robily najlepsze wrażenie. Bardzo pozytywne, moglbym dodac Cloud - 2010-01-02, 22:47 RE 2 świetne według mnie pod wpływem fabuły, straszyć straszyła.
RE 3 będzie nie zapomniane, te momenty w których bałem się Nemesisa. patrz: [spoiler]Nemcio wskakujący przez okno na postarunek.
W RE 4 podobały mi się QTE i walka z Krauserem, poza tym podpisuje się pod Homikiem.morda_kapciu - 2010-01-04, 19:59
Cloud napisał/a:
W RE 4 podobały mi się QTE i walka z Krauserem
Tak ta walka na noże jest świetna. IGN chyba uznał to starcie za najlepszą walkę z bossem wszech czasów.StuntmanMikeL - 2010-01-04, 20:09
morda_kapciu napisał/a:
IGN chyba uznał to starcie za najlepszą walkę z bossem wszech czasów.
Mnie ta walka wkurzała niemiłosiernie, a jakaś epicko fajna też wcale mi się nie wydała. Jak już miałbym wymienić fajnego bossa z czwórki, to typował bym Del Lago. Tylko on mi jakoś zapadł w pamięć.morda_kapciu - 2010-01-04, 20:18 Dla mnie było ok. Nikt wcześniej nie wpadł na coś takiego, by w normalnej cut-scenie wrzucić QTE i tym samym dać graczowi uczestniczyć w starciu.
A co do pozostałych walk, to wcale nie były gorsze - Del Lago, El Gigante, Salazar, Verdugo, It aka U3...Homik - 2010-01-04, 20:57
StuntmanMikeL napisał/a:
Mnie ta walka wkurzała niemiłosiernie
Dokładnie. Trzeba było być cały czas skupionym, gdyż jeden błąd kosztował powtarzanie całego starcia. Kij z tym jeśli zdarzyło się to na początku. Niestety podziwianie walki między Krauserem a Leonem nieraz spowodowało, że albo się spóźniłem z wciśnięciem danych klawiszy, albo pomyliły mi się ich sekwencje._Music - 2010-01-04, 21:27 Walka podczas qte to jedno, ale później z tego pamiętam była i normalna, gdzie ten zasłaniał się jakimś skrzydłem. Ale i tak była fajna, najciekawsza w RE4, ale to już dlatego że reszta bossów była słaba.
Poza może tą bestią w podziemiach co trzeba było zamrozic.Homik - 2010-01-04, 21:35 Imo normalna walka z Krauserem była chyba najtrudniejszą z wszystkich, gdzie dodatkowo nerwy napinał uciekający czas. Za to najmniej kłopotów sprawiała właśnie ta w podziemiach - Rocket Launcher i po sprawie .StuntmanMikeL - 2010-01-04, 21:56
_Music napisał/a:
Walka podczas qte to jedno, ale później z tego pamiętam była i normalna
No mnie właśnie o tą normalną walkę chodziło. xD Krew mnie po prostu zalewała, bo akurat w tym miejscu nie miałem już granatów, które chyba najlepiej na niego działają.
Nie skumałem na początku, że mówicie o tej walce na noże co była dużo wcześniej. Ta była całkiem spoko.morda_kapciu - 2010-01-04, 22:26 Przecież Krausera w tej normalnej walce jest bardzo łatwo pokonać. Wystarczy użyć noża, akurat ten boss to wyjątek i nóż zadaje mu ogromne obrażenia, większe niż jakakolwiek broń w grze. Ja sam nie traciłem w ogóle na niego amunicji.Suavek - 2010-01-04, 22:39
morda_kapciu napisał/a:
Dla mnie było ok. Nikt wcześniej nie wpadł na coś takiego, by w normalnej cut-scenie wrzucić QTE i tym samym dać graczowi uczestniczyć w starciu.
Ale co to za uczestnictwo skoro gracz ogląda tę samą scenkę po pięć razy, bo gdzieś w połowie wcisnął przycisk o ułamek sekundy za późno i zginął? Mnie to strasznie denerwowało, a brak możliwości przewinięcia scenki skutecznie zniechęcił do takich rozwiązań w grach.
Z drugiej strony, w Fahrenheit jakoś takie rzeczy były na porządku dziennym, ale tam gracz mógł się przynajmniej parę razy pomylić.morda_kapciu - 2010-01-05, 00:50 Ale był przecież taki jakby checkpoint w tej walce, kiedy Leon i Krauser zeskoczyli niżej. Jeśli zginąłeś po tym momencie, to zaczynałeś właśnie z tego miejsca. Poza tym jaka to trudność, jeśli mamy do wciskania na przemian tylko 2 rodzaje przycisków na przykładzie PS2 było to chyba R1+L1 i kwadrat+kółko. Rozumiem, żeby to za każdym razem przeróżne kombinacje były, ale tutaj było to i tak ograniczone, poza tym QTE to świetny patent, pozwala uczestniczyć w wyreżyserowanych scenach, które normalnie nie są chyba możliwe do zrealizowania (przykładem niech będzie God Of War )Suavek - 2010-01-05, 00:56 QTE w God of War były o tyle dobre, że w przypadku porażki mogliśmy łatwo spróbować ponownie dalej tocząc tę samą walkę. Niekiedy też były one opcjonalne.
Wychodzę po prostu z założenia, że kiedy oglądam cut-scenkę to oglądam cut-scenkę, a nie czaję się kiedy mi wyskoczy magiczna kombinacja, którą muszę wcisnąć abym nie zginął. To nawet nie była pamięciówka, gdyż pomimo zaledwie paru kombinacji to co wyskoczy było losowe - chwila nieuwagi i oglądamy to samo po raz n-ty. Wolałbym coś takiego podczas walki ze zwykłym bossem, jak właśnie w GoW. Gdy oglądam cut-scenki to wolę sięgnąć po piwo a nie się pieprzyć z timingiem.StuntmanMikeL - 2010-01-05, 09:39 No tu się zgodzę. QTE wyskakujące nagle ni z tego ni z owego w najmniej oczekiwanym momencie, to najdurniejsza rzecz, jaką można zaimplementować w grze. Fajne to to jest jeśli QTE stanowi po części szkielet gameplayu (vide Fahrenheit, Shenmue czy God of War, chociaż w tym pierwszym do białej gorączki doprowadzało mnie kiepsko zaprogramowane sterowanie, które odpowiadało na moje mashowanie kiedy mu się chciało...), ale kiedy w jakiejś strzelance FPP, czy innej grze akcji nagle po godzinie, czy dwóch grania wyskakuje mi QTE, to nie wiem co się dzieje i przeważnie źle wklepię sekwencję, po czym zaczynam uderzać się kontrolerem w czoło.
Są oczywiście wyjątki, np. w Uncharted, kiedy używa się jakiejś dzwigni i trzeba mashować guzik, albo machać gałką, w tym też nie widzę nic złego. Lepsze niż wciśnięcie guzika i patrzenie jak chłopek sam siłuje się z zamkiem, chociaż i tak w tej samej grze rozwaliło mnie, że potyczka z końcowym bossem polega na wklepaniu odpowiedniej sekwencji QTE, gdzie w trakcie całej gry nie było ani jednej takiej walki.
W RE4 akurat jakoś mnie to nie drażniło, bo już od samego początku gry miało się doczynienia z QTE, więc wiedziałem, że na cut-scenkach lepiej trzymac tego pada w łapie. Poza tym takie sekwencje zdarzały się na tyle rzadko i były na tyle proste, że ani razu nie rzuciłem "k*rwą", kiedy coś nie wyszło.Trivane - 2010-01-05, 10:23 Ja się zgadzam z Suavekiem, w ostatnim RE denerwowały mnie te QTE w czasie cutscenek - pierwsza z murzynami na motorach, nie trafiłem ostatniej i mało co mnie szlag nie trafił, bo nie chciało mi się jeszcze raz tego oglądać. Za drugim razem to musiałem zrobić sobie przerwę, wielki boss i na wciśniecie 2s. Zginąłem od razu bo w tym momencie sięgnąłem ręką po coś do picia Suavek - 2010-01-05, 10:45
StuntmanMikeL napisał/a:
Są oczywiście wyjątki, np. w Uncharted, kiedy używa się jakiejś dzwigni i trzeba mashować guzik, albo machać gałką, w tym też nie widzę nic złego. Lepsze niż wciśnięcie guzika i patrzenie jak chłopek sam siłuje się z zamkiem, chociaż i tak w tej samej grze rozwaliło mnie, że potyczka z końcowym bossem polega na wklepaniu odpowiedniej sekwencji QTE, gdzie w trakcie całej gry nie było ani jednej takiej walki.
Ale co ma na celu klepanie przycisku i gapienie się jak ten sam ludek przekręca dźwignię? Autentycznie tego nie pojmuję. Ukończyłem ostatnio Gears of War i były tam fragmenty gdy trzeba było wciskać przycisk w celu przekręcenia zaworu. Nic nas w tym czasie nie atakuje i w żaden sposób nie można tego przyspieszyć, gdyż za każdym obrotem musimy odczekać na animację. Mnie to jakoś nie bawi - wolę wcisnąć po prostu przycisk w celu aktywowania danej rzeczy. Długa animacja mi nie jest do tego potrzebna.
Gdyby jeszcze te QTE były jakoś bardziej wymyślne. Choć nie grałem, to ludzie sobie chwalą minigierki w Chinatown Wars. Także pamiętam na przykład otwieranie zamków w Oblivionie czy Falloucie - zawsze to coś ciekawszego niż "Press X not to die".
StuntmanMikeL napisał/a:
W RE4 akurat jakoś mnie to nie drażniło, bo już od samego początku gry miało się doczynienia z QTE, więc wiedziałem, że na cut-scenkach lepiej trzymac tego pada w łapie. Poza tym takie sekwencje zdarzały się na tyle rzadko i były na tyle proste, że ani razu nie rzuciłem "k*rwą", kiedy coś nie wyszło.
Czyli z jednej strony wiedziałeś o QTE ale z drugiej sam przyznajesz, że występowały one rzadko. A nie ukrywajmy też - rzadko i niespodziewanie. Jakoś mnie to nie bawi prawdę mówiąc, może kwestia gustu. Filmiki wolę jednak oglądać a nie w nich uczestniczyć. Zamiast tego dla efektowności twórcy mogli zaimplementować coś na wzór Metal Gear Solid - widok z oczu, flashbacki i temu podobne.Zaratul - 2010-01-05, 10:54 QTE są failem.Jeśli to ma być "nowoczesny" gameplay to ja dziękuję postoję.Wolę nacisnąć klawisz użycia raz i to wystarczy.Dlatego ten pojedynek na noże z Krauserem był wnerwiający,zdecydowanie była lepsza druga walka.StuntmanMikeL - 2010-01-05, 11:42
Suavek napisał/a:
Gdyby jeszcze te QTE były jakoś bardziej wymyślne. Choć nie grałem, to ludzie sobie chwalą minigierki w Chinatown Wars. Także pamiętam na przykład otwieranie zamków w Oblivionie czy Falloucie - zawsze to coś ciekawszego niż "Press X not to die".
Minigierki a QTE to dwie różne rzeczy. Takie otwieranie zamków etc. zaliczyłbym do minigierek, a w Uncharted (przykładowo) te QTE z przełączaniem dźwigni wyjątkowo przypadły mi do gustu, bo opierały się na czymś więcej niż "press X..." (chociaż te tez sie zdarzały). Machanie gałką w kierunku, w którym chcemy obrócić zawór, wykorzystanie sixaxisa itp. Dobrze wykonane QTE nie jest złe. IMO jest to dobra mechanika, która wprowadza jakieś urozmaicenie do gry, jednak twórcy chyba muszą się jeszcze nauczyć, że wrzucanie ich w losowych, bądź niespodziewanych momentach jest głupie, niepotrzebne, wkurzające i wybija z rytmu.
Suavek napisał/a:
Czyli z jednej strony wiedziałeś o QTE ale z drugiej sam przyznajesz, że występowały one rzadko.
Wiedziałem, więc nie wypuszczałem pada z łapy. Proste. RE4 jest chyba jedyną grą, w której QTE mnie ani nie rozpraszało ani nie denerwowało. Może po prostu miałem fuksa, może te QTE są po prostu umiejętnie rozmieszczone...
Albo może faktycznie jest to durne rozwiązanie, bo jestem w stanie wyobrazić sobie taką sytuację: zaczyna się filmik, gracz postanawia wykorzystać okazję, żeby golnąć sobie piwka, bo zaschło w gardle, a tu nagle "PACH!" - Quick Time Event, "You are dead..." i trzeba wczytywać save'a. Mi jednak na szczęście taka sytuacja się nie zdarzyła ani razu, więc nie bluzgam tak bardzo na QTE w tej grze._Music - 2010-01-05, 12:24 To jestem jednym z nielicznych tutaj w takim razie, bo po prostu nie znoszę qte. Idiotyczny pomysł, który zabił co niektóre gierki. Min. przez to seria God of War jest dla mnie całkowicie niegrywalna (no i to jest bardziej platformówka, będąc w Hadesie czułem się jakbym grał w Super Mario64).
RE4 jest na tyle miodną gierką, że nie została zepsuta po prostu przez qte (ale rysa jest), po to grafika jest teraz tak zaawansowana, animacja dopieszczona, byśmy zamiast grali, to wklepywali kombinacje przycisków podczas przerywników, bądź (co gorsza) samej gry?
Jestem zajawiony na Bayonettę, ale qte tam tez występuje, co też trochę odrzuciło.