Forum Silent Hill Page

Silent Hill: Story Telling - Silent Hill: Ghost Town

Gwieka Trzpiot - 2015-09-23, 12:48

Karel Hjartson - droga do SH

:

Twoja towarzyszka cie nie słucha i ciągle idzie przed siebie.




Amelia Jennifer Lavigne - Ścieżka

:

- Hej! Amelia! A sprawdzałaś czyj jest portfel? Może czegoś można się dowiedzieć? - mówił, podbiegając do ciebie twój towarzysz, by nie zostać daleko w tyle. Gdy już cie dogonił, zwolnił, by iść z tobą ramie w ramie - A co do tego dużego czegoś, co znalazłem, to namiot. nigdy nie wiadomo, co się przyda. - powiedziałem do i puścił do ciebie oko.




Neil Flynn - Konami Burger

:

Topniejące cielsko istoty poparzyło cię, gdy je dotknąłeś. Kiedy przelazło całe przez kraty, nóż leżał na podłodze nietkniety.


I'veSeenItAll - 2015-09-23, 17:09

Karel Hjartson - droga do SH

:

szedłem obok Amelii, zastanawiając się, czy wyjazd do Silent Hill jest jednak wart tego wszystkiego. czy to odpowiednie miejsce dla mnie. od momentu, gdy tylko tu dotarłem, czułem, że jestem jak u siebie. martwiła mnie tylko boląca praktycznie nieustannie blizna ~nigdy wcześniej to się nie zdarzało.~ odpaliłem papierosa i poprawiłem znalezione na cmentarzu okulary, by nie zsuwały się z nosa.


Amy Blue Rose - 2015-09-24, 08:06

Amelia Jennifer Lavigne - Ścieżka

:

-W sumie to nie, ale teraz mogę to zrobić. A co?Masz zamiar tu biwak zrobić?-odrzekłam ze śmiechem.

Zatrzymałam się i wyjęłam owy portfel z plecaka aby sprawdzić do kogo należy. Sądziłam, że doznam lekkiego szoku bo rzadko znajduję cudze portfele a już szczególnie w takich miejscach jak SH.


Daffodil - 2015-09-26, 09:08

Neil Flynn - Konami Burger

:

Gdy dotknąłem pozostałości po pokonanym stworze, nieźle się poparzyłem. Nie oczekiwałem takiego obrotu spraw - w końcu to tylko na pozór zwyczajna piana. Chyba po prostu w tym mieście nic nie jest takie, jakie powinno być. Szybko zabrałem dłoń od źródła. Postanowiłem poczekać, aż wszystko spłynie na dół. Wtedy dopiero wziąłem mój nóż.
Postanowiłem wyjść z Konami Burger, będąc przeświadczonym o tym, że nie pozostało tutaj nic do roboty.


Gwieka Trzpiot - 2015-09-27, 10:39

Karel Hjartson - droga do SH

:

- W sumie to nie, ale teraz mogę to zrobić. A co? Masz zamiar tu biwak zrobić?-odrzekła ze śmiechem. Zatrzymała się i wyjęła portfel z plecaka. Do waszych uszu doszedł dźwięk przypominający koszenie zboża w tradycyjny sposób.




Amelia Jennifer Lavigne - Ścieżka

:

Karel idzie obok ciebie zamyślony. Sprawdziłaś, że portfel należy do niejakiego Jamesa Sunderlanda. Do waszych uszu doszedł dźwięk przypominający koszenie zboża w tradycyjny sposób.




Neil Flynn - Konami Burger

:

Nóż w dotyku był zimny, tak jakby topniejące wcześniej monstrum nie miało wpływu na jego temperaturę. Gdy przecisnąłeś się z powrotem przez dzwii wejściowe do restauracji, zauważyłeś, że nagle cały świat zmienił się na wzór kuchni restauracji. Twój telefon zasygnalizował nowego SMSa.


Amy Blue Rose - 2015-09-27, 16:31

Amelia Jennifer Lavigne - Ścieżka

:

Gdy tylko zobaczyłam,że właścicielem portfela jest James to zastanawiałam się czy nadal przebywa w mieście? A może już zaginął? A usłyszawszy ten dźwięk zaczęłam się lekko trząść ze strachu gdyż nic dobrego nie zwiastował. Uzbroiłam się w rurę aby być gotową do ataku.


I'veSeenItAll - 2015-09-28, 18:37

Karel Hjartson - ścieżka do SH

:

- um, Amelia, czy słyszysz to co ja? czy to jakieś urojenia? - zapytałem się towarzyszki i wygrzebałem z torby mój biedny nóż do tapet - lepsze to, niż nic - odrzekłem na głos i wpatrywałem się w kierunku, z którego dobiegał dziwny dźwięk.


Daffodil - 2015-10-01, 22:10

Neil Flynn - Konami Burger

:

Wyszedłszy na zewnątrz, sięgnąłem po komórkę, by odczytać wiadomość.


Gwieka Trzpiot - 2015-10-02, 12:47

Amelia Jennifer Lavigne - Ścieżka

:

- Um, Amelia, czy słyszysz to co ja? Czy to jakieś urojenia? - zapytał się twój towarzysz i wygrzebał z torby nóż do tapet - Lepsze to, niż nic - odrzekł na głos i wpatrywał się w kierunku, z którego dobiegał dziwny dźwięk. Dźwięk ani się nie zbliżał ani nie oddalał. Trwał jednostajnie, jakby ktoś ciął tą samą kępę zboża.




Karel Hjartson - ścieżka do SH

:

Amelia zaczęła się lekko trząść ze strachu. Uzbroiła się w rurę aby być gotową do ataku. Tymczasem dźwięk ani się nie zbliżał ani nie oddalał. Trwał jednostajnie, jakby ktoś ciął tą samą kępę zboża.




Neil Flynn - Konami Burger

:

SMS: Wpadłeś.


Amy Blue Rose - 2015-10-02, 14:50

Amelia Jennifer Lavigne - Ścieżka

:

-Też to słyszę i raczej wątpię aby to były urojenia. Brzmi jak Mroczny Kosiarz.

Rozejrzałam się na około ale nic nadal nie było widać, jak na złość od owego dźwięku trochę rozbolała mnie głowa.


I'veSeenItAll - 2015-10-02, 18:03

Karel Hjartson - droga do SH

:

-Amelia, co robimy? idziemy to sprawdzić? -zapytałem się mojej towarzyszki, przecierając wierzchem dłoni piekącą bliznę na policzku.
- pewnie nie mamy innego wyboru i tak, co nie? - dodałem, bardziej w eter niż stricte do Amelii i zacząłem powoli iść w stronę szumu.


Daffodil - 2015-10-04, 11:30

Neil Flynn - Konami Burger

:

Sprawdzam od kogo dostałem SMS-a.


Gwieka Trzpiot - 2015-10-04, 11:48

Amelia Jennifer Lavigne - Ścieżka

:

- Amelia, co robimy? Idziemy to sprawdzić? - zapytał się twój towarzysz, przecierając wierzchem dłoni bliznę na policzku - Pewnie nie mamy innego wyboru i tak, co nie? - dodał i zaczął powoli iść w stronę szumu zbliżając się do drewnianego ogrodzenia. Gdy próbował przez nie przejść, padł na ścieżkę, jakby coś go odepchnęło.




Karel Hjartson - droga do SH

:

- Też to słyszę i raczej wątpię aby to były urojenia. Brzmi jak Mroczny Kosiarz. - Rozejrzał się na około. Kiedy próbowałeś przejść przez ogrodzenie, niewidzialna ręka odepchneła cie mocno i upadłeś na ścieżkę.




Neil Flynn - Konami Burger

:

SMS wysłano z twojego telefonu.


Amy Blue Rose - 2015-10-04, 13:25

Amelia Jennifer Lavigne - Ścieżka

:

-Jak najbardziej, że musimy to sprawdzić, ojej Karel nic ci nie jest? I rzuciłam się do przodu mimo bólu głowy. Aby się za bardzo nie narażać to nie zbliżyłam się za bardzo do bramy.


I'veSeenItAll - 2015-10-06, 16:16

karel Hjartson - ścieżka do SH

:

- au! - zawyłem głośno, obijając się nieźle na ziemi. szybko podniosłem się , otrzepałem i zacząłem masować miejsce, w które niewidzialna ręka uderzyła.
-nie mam pojęcia kto mnie odepchnął, ale niezłą ma krzepę, hah! - spróbowałem się zaśmiać, ale rozkaszlałem się porządnie.

spojrzałem jeszcze raz na miejsce, które mnie odepchnęło, po czym zwróciłem się do Amelii
- chyba nic z tego nie będzie. chodźmy dalej.
dopiero gdy zrobiłem krok poczułem delikatny ból w nodze. zacząłem delikatnie kuśtykać.
-chyba źle upadłem, trochę nas spowolnię. wybacz.


Daffodil - 2015-10-06, 17:12

Neil Flynn - Ulice miasta

:

~ Hm...? ~ ze zdziwienia przybliżyłem oczy do ekranu. ~ Co takiego? Przecież nic do siebie nie wysyłałem. To na pewno jakiś błąd. ~ podsumowałem ostatecznie, po czym wyłączyłem i włączyłem telefon. Miałem wtedy nadzieję, że to po prostu błąd komórki, a ponowne jej włączenie ukaże prawdziwego nadawcę. Zerkam ponownie na autora SMS-a.


Gwieka Trzpiot - 2015-10-10, 09:12

Amelia Jennifer Lavigne - Ścieżka

:

- Au! - Karel zawył głośno, obijając się na ziemi. Szybko podniósł się , otrzepał i zaczął masować miejsce na klatce piersiowej, po czym dodał - Nie mam pojęcia kto mnie odepchnął, ale niezłą ma krzepę, hah! - spróbował się zaśmiać, ale rozkaszlał się porządnie. Gdy mu przeszło spojrzał jeszcze raz na miejsce, w którym go odepchnęło, po czym zwrócił się do ciebie - Chyba nic z tego nie będzie. chodźmy dalej. - a gdy wstał, dodał - Chyba źle upadłem, trochę nas spowolnię. wybacz.




Karel Hjartson - ścieżka do SH

:

-Jak najbardziej, że musimy to sprawdzić, ojej Karel nic ci nie jest? - Powiedziała Amelia z zaniepokojeniem i troską.




Neil Flynn - Ulice miasta

:

Restart telefonu nie przyniósł zmian. Tymczasem obok ciebie upadło coś dużego i hukneło rozbijając się o beton chodnika.


Amy Blue Rose - 2015-10-10, 14:04

Amelia Jennifer Lavigne - Ścieżka

:

-Raczej nie inaczej, też niewiele tu zdziałam. Najwyraźniej ktoś lub coś nie chce abyśmy tędy przeszli. Poszukajmy innej drogi wyjścia, nie ma sprawy, nie pogniewam się tylko staraj się nie nadwyrężać-odrzekłam i odeszłam od bramy powolnym krokiem aby Karel mógł za mną nadążyć.


I'veSeenItAll - 2015-10-10, 15:58

Karel Hjartson - ścieżka do SH

:

uśmiechnąłem się do Amelii - nie no, będzie żyło, spokojnie.
zaschło mi w ustach i przypomniałem sobie o znalezionej butelce wody, więc wyciągnąłem ją, powąchałem i wziąłem łyk.


Daffodil - 2015-10-12, 18:39

Neil Flynn - Ulice miasta

:

Z przerażeniem spoglądam na to, co spadło.


Gwieka Trzpiot - 2015-11-05, 13:30

Amelia Jennifer Lavigne - Ścieżka

:

Będąc blisko ogrodzenia masz wrażenie, że ktoś za nim stoi i że ten ktoś nie życzy sobie obecności twojej i twojego towarzysza, pomimo tego, że nikogo nie widziałaś. Po karku przeszedł ci zimny dreszcz.




Karel Hjartson - ścieżka do SH

:

Gdy wziołeś łyka wody, wszystko przestało ci boleć, a blizna znacznie mniej piekła. Tymczasem Amelia przygląda się miejscu, od którego odephneła cie niewidzialna siła.




Neil Flynn - Ulice miasta

:



Patrzysz, jak istota podobna do tej, którą widziałeś w kuchni restauracji, rozpuszcza się na chodniku z metalowej kraty. Po drugiej stronie jezdni, która teraz jest przepaścią między chodnikami dochodzi przerywany niejednostajnie dźwięk ocierania metalu o metal.

//Wybacz, że sama nie rysowałam, ale nic mi nie wychodziło z tego tematu, a dopiero dzisiaj znalazłam na DA gościa, który zrobił dokładnie to, co ja chciałam przedstawić.//


Amy Blue Rose - 2015-11-05, 17:55

Amelia Jennifer Lavigne - Ścieżka

:

Odeszłam dalej od ogrodzenia żeby przypadkiem się tajemniczemu komuś czy czemuś nie narazić bo nie chciałam aby Karelowi się znów coś stało a tym bardziej mi także szłam dalej ślimaczym tempem


I'veSeenItAll - 2015-11-05, 20:56

Karel Hjartson - droga do SH

:

~niesamowite - cudowna woda, podejrzewam że się przyda jeszcze nieraz~ schowałem wodę do torby i zwróciłem się do Amelii - już mi trochę lepiej, potrzebowałem łyka wody chyba. chodźmy stąd - tyle się zdarzyło a ciągle nie jesteśmy w miasteczku.
odpaliłem papierosa i spojrzałem przed siebie, zastanawiając się, jak daleko jeszcze i co nas zastanie, jak już dotrzemy do Silent Hill.


Daffodil - 2015-11-07, 03:58

Neil Flynn - Ulice miasta

:

Wyszedłem ponownie na ulice Silent Hill. Byłem jednocześnie pełen ulgi, że potencjalne zagrożenie zostało wyeliminowane i usunięte z mojej drogi, i ogarnięty nietypową, choć można nawet powiedzieć, że niemalże paraliżującą, obawą. Wpatrywałem się tępo w ekran komórki, nie dowierzając temu, co widziałem. Nie byłem w stanie przyjąć do wiadomości faktu, że SMS został wysłany z mojego numeru, a to oznacza, że... przeze mnie.
~ Kiedy, jak i gdzie? ~ wciąż szukałem odpowiedzi. ~ Ale... przecież to niemożliwe. Nie otwierałem nawet okienka nowej wiadomości. ~ próbowałem przeprowadzić jakieś logiczne rozumowanie, dzięki któremu mógłbym wyjaśnić racjonalnie tę sprawę. Wkrótce przekonałem się, iż było to niemożliwe. ~ Może podczas walki któreś z nas wcisnęło przyciski na klawiaturze? Nieee... to niewykonalne, litery ustawiły się w wyraz. Wyraz! Kolejność zatem nie jest przypadkowa. ~ świadomość tego faktu mnie przytłoczyła. Szok niemalże doprowadził do sytuacji, w której upuściłbym komórkę.
Zaprzestałem wkrótce próby logicznego wyjaśnienia całej sytuacji. Skupiłem się na treści, która była o wiele bardziej zatrważająca.
Wpadłeś.
~ To jakieś nawiązanie do zabicia istoty z Konami Burger? No ale przecież nikt nie był tam oprócz nas dwoje... przez okna nie można było niczego dostrzec. ~ zamyśliłem. ~ Po co ja w ogóle nad tym rozmyślam? Jasne jest, że SMS został wysłany z mojego numeru, został nikt nic nie widział. ~ uspokoiłem się chwilowo.
Wpadłeś.
~ Może to ostatecznie jakieś zwidy? Może to moje sumienie objawiło się właśnie w tym SMS-ie, a właściwą wiadomość przysłał kto inny i o w ogóle innej treści? Gdy tak bezwzględnie wepchnąłem ostrza w ciało potwora, czułem się, jakbym nie był sobą. Jakby ciałem sterowało totalne przeciwieństwo mnie. Jestem przecież dobrym człowiekiem, nigdy nikogo bym nie skrzywdził, a mimo tego, gdy nadszedł moment zagrożenia, bez wahania zabiłem zarówno człowieka w budce przy moście i owo cielsko, które, wbrew wszystkiemu, co do tej pory widziałem, rozpuściło się. Nie sądziłem, że jestem zdolny do takich rzeczy. Nie poznaję samego siebie. Kiedy przychodzi owo zagrożenie, nie czuję kontroli nad samym sobą. To coś w rodzaju... instynktu, który przejmuje moje ciało, a ja nie jestem w stanie mu się przeciwstawić... Przejmuje zresztą nie tylko ciało, ale i umysł, bo w takich momentach podoba mi się to, co podczas nich robię. Kompletnie nowy Neil. Czyżby śmierć Nathana aż tak mnie zmieniła? Nie mogę przecież usprawiedliwiać morderczej żądzy faktem, iż mój przyjaciel został zamordowany. Nie tędy droga. Gdyby każdy robił tak, jak ja, świat byłby pełen świrów, którzy wyżynaliby niewinne osoby. O ile takie by się jeszcze wtedy znalazły...
Mam wyrzuty sumienia. Chociaż tyle. A przecież to i tak za mało... ten fakt powinien dobrze o mnie świadczyć, ale czy sama autorefleksja sprawi, że złe uczynki się wyzerują, a może nawet wyjdę na plus?

Nie mogłem dłużej znieść tego, co robiłem. Wyrzuty sumienia były zbyt wielkie, by przejść obok pewnych spraw zbyt obojętnie. Musiałem się... ukarać... Wyjąłem nóż, odkryłem lewe ramię, przystawiłem ostrze tuż przy skórze i zanurzyłem przedmiot w niej, jak w maśle. Pociągnąłem raz, drugi raz... i już wystarczyło mi emociotowania. Obrażenia, które sobie zadałem, otrzeźwiły mi umysł. Automatycznie odechciało się karania samego siebie... Na szczęście cięcia nie były na tyle głębokie i długie, by wymagały szycia. A pomimo tego ból był na tyle silny, że aż poleciały mi łzy, a nóż upadł z dłoni. Błyskawicznie przyłożyłem dłoń do miejsca nacięć. Ludzie instynktownie to uskuteczniają, mając nadzieję, iż to umorzy ból. Każdy z nich potem konfrontuje się z jakże bolesną prawdę - to wcale nie pomaga. Musiałem jakoś jednak zatamować krwawienie. Szybko przemyłem rany wodą utlenioną, którą jeszcze posiadałem, po czym owinąłem mocno bandażem.
Podniosłem nóż. Był cały uwalony w mojej własnej krwi. Krwi zbrodniarza i przestępcy. Czy to wystarczająca kara?, zapytałem samego siebie. Na pewno nie. Nie da się zdefiniować w tym przypadku kary adekwatnej. Zależy to od zbyt wielu czynników.
- Kto miałby mieć zresztą prawo do osądzania mnie? - rzuciłem kpiąco, przyglądając się nożowi. - Działałem w samoobronie. - usprawiedliwiłem się krótko, jakby chcąc przekonać moją wewnętrzną emo-ciotę o tym, że nic złego przecież nie wydarzyło. ~ Nie atakuję, póki nie zaatakują mnie... ~ powiedziałem w myślach, po czym schowałem nóż. ~ Strach pomyśleć, co zrobić może człowiek, gdy wywołane zostaną pewne bodźce... wiem, że robię źle, ale nie mam innego wyboru. Jestem dobrym człowiekiem, a przynajmniej staram się nim być, jednakże to nie oznacza, że nie mogę się bronić, gdy przyjdzie taka konieczność. Nie mogę zginąć w tym miejscu! ~ spoliczkowałem się wewnętrznie. ~ W przeciwnym razie nie ukończę misji. Muszę odkryć prawdę za wszelką cenę, potem może dziać się cokolwiek!
Rozejrzałem się dookoła. Świat zmienił się nie do poznania. Zamiast chodnika, po którym przecież niedawno chodziłem, pojawiła się krata, która była w Konami Burger. Pod nią oczywiście ponownie bezkresna ciemność. To nie wróżyło dobrze mojej misji.
- A-al-lee... - to było jedyne słowo, które potrafiłem z siebie wydać.
Stąpałem ostrożnie po owej kracie, by w niej przypadkiem nie utknąć. Szedłem przed siebie, aż nagle dostrzegłem, że jezdni... w ogóle nie ma. Przepaść. A w niej nic, prócz niewydającego się mieć dna mroku.
~ Jak w ogóle mogło do tego dojść? ~ pytałem samego siebie.
Wpatrywałem się w ciemny bezkres, który zdawał się mnie na swój sposób pochłaniać i fascynować. Ciągnął mnie do siebie, jak syrena przyciągała swym śpiewem mężczyzn podczas żeglug. O mało bym się nie poddał... już miałem się rzucić w sam środek nicości, gdy nagle z transu wybudził mnie głośny huk. Serce zaczęło bić mocniej i szybciej, kiedy spostrzegłem, że z znikąd spadła ta sama istota, której pozbyłem się niedawno wewnątrz budynku restauracji. Znowu dochodziło do rozpuszczania się ciała.
~ O co tutaj chodzi, do cholery?! ~ zareagowałem, po czym chwyciłem się z szoku za głowę i cofnąłem od rozpuszczanego się ciała. Wolałem odpuścić sobie ponowne przeżywanie tego doświadczenia. Nie miałem najmniejszego zamiaru go powtarzać. ~ PRZECIEŻ TO NIEWYTŁUMACZALNE! ~ podsumowałem.
Byłem ogarnięty paranoją. Trzęsłem się cały. Nie miałem zielonego pojęcia, jak postąpić racjonalnie w tej sytuacji.
BAŁEM SIĘ.
Nagle doszedł do moich uszu dziwny dźwięk. Spotęgował on tylko poczucie niepokoju. Zakryłem uszy i skuliłem się, gdy był słyszalny coraz bardziej. Nie dało się tego normalnie słuchać. Brzmienie było nie do wytrzymania. Próbowałem ustalić wzrokiem, co lub kto jest sprawcą owych dźwięków dobiegających z drugiej strony ulicy.


Gwieka Trzpiot - 2015-11-07, 10:26

Amelia Jennifer Lavigne - Ścieżka

:

- Już mi trochę lepiej. Chodźmy stąd. - powiedział Karel wyprzedzając cie nieznacznie i paląc kolejnego papierosa. Dźwięk koszenia zboża wciąż trwa.




Karel Hjartson - droga do SH

:

Amelia idzie wolnym krokiem po ścieżce, tak więc wyprzedziłeś ją dość szybko. Z niepokojem wpatruje się ona w przestrzeń za ogrodzeniem. Dźwięk koszenia zboża wciąż trwa.




Neil Flynn - Ulice miasta

:

Na chodniku po drugiej stronie ulicy w tym odmienionym mieście, jakaś osoba poruszała się wolno na nieco zdezelowanym i jakby wykonanym z tego samego metalu co kraty wózku inwalidzkim. Osoba ta, to prawdopodobnie kobieta w niebieskiej sukience, jej ciemne i brudne od jakiejś mazi włosy przesłaniały całkowicie twarz inwalidki. Z rany na czole sączy się mała stróżka krwi. Pomimo tego, że znajduje się po drugiej stronie przepaści, czuć od niej woń śmierci, jakby była tuż obok. Gdy znalazła się dokładnie na wprost od ciebie, wyciągnęła dłoń i wskazała palcem najpierw ciebie, a potem ponad tobą i prawdopodobnie nad budynkiem, pod którym się skuliłeś. Gdy skończyła wskazywać, wjechała wózkiem prosto w przepaść i zniknęła bezszelestnie w mroku.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group