Devinitum - 2008-06-10, 20:39 Dzisiejszy dzień poświęciłem na oglądanie Elfen Lied, które zalega mi na dysku już od dłuższego czasu i muszę napisać, że nie jestem tym anime zachwycony. Po obejrzeniu pierwszych kadrów spodziewałem się dużej brutalności, zerowej dawki humoru i sporego tragizmu postaci - w tym drugim aspekcie bardzo się pomyliłem i myślę, że można dopisać jeszcze komedię podczas określania gatunku tego anime. Co jak co, ale obok tego anime nie można chyba przejść obojętnie - albo się je polubi, albo wręcz znienawidzi, ja jednak widzę w nim więcej minusów niż plusów, co postaram się krótko przedstawić poniżej.
Fabuła jest bardzo przeciętna, a co gorsza ciągnie się przez te 13 odcinków, kiedy to wszystko można by upchnąć nawet w 5; potem się jeszcze co chwile włączają irytujące (zwłaszcza kiedy przerywają inny ciekawy moment) flashbacki, których jest o wiele za dużo - to już mogli lepiej je wrzucić na początek i byłoby wszystko poukładane, bo czasem zorientować się nie idzie co jest flashbackiem a co nie... Kolejny minus fabularny to to, że bohater przyjmuje "na chatę" kolejne nieznane osoby i zajmuje się nimi, a wyjaśnienie tego wcale mnie nie przekonuje. Ponadto niektóre wątki jak i postacie wydają się wciśnięte na siłę, aby podciągnąć trochę czas trwania anime, a przy okazji znudzić oglądającego. Dalej może nie będę pisał o fabule co by nie spoilować.
Co do postaci, to większość z nich wzbudza negatywne emocje - może dlatego, że ogólnie wszystkich postaci jest za dużo (np. wepchnięta na siłę Mayu). Mnie jedynie spodobały się dwie: Kurama i Lucy, bo ich zachowanie uważam za najbardziej ludzkie i wiarygodne.
Kreska - bez zastrzeżeń, oglądało się całkiem przyjemnie. Tylko ta krew wszędzie jest jakaś taka dziwna, podobnie jak urywane co chwilę kończyny - całość wygląda dość żenująco i im więcej krwi i urywanych kończyn pojawia się na ekranie tym widz jest bardziej zażenowany i zniesmaczony poziomem wykonania tego wszystkiego. Dziwi mnie też wygląd głównych postaci - niby prawie dorosłe, a wyglądają zupełnie jak dziesięcioletnie dzieci, co daje duży kontrast w porównaniu do pozostałych postaci występujących w anime.
Do podłożonych głosów nie mam zastrzeżeń, szczególnie spodobał mi się głos Lucy (w ogóle cała jej postać zasługuje na duży plus) - brzmiał wręcz lodowato i przez to szczególnie podkreślał jej nastawienie do ludzi.
Muzyka - no tu już jest jakaś kpina, jeden utwór bodajże był całkiem niezły, a reszta to powielanie lekko zmienionego utworu z openingu. Utwór z napisów końcowych od razu jak się włączył skojarzył mi się z kawałkami Avril Lavigne, więc postanowiłem go omijać (opening też szybko omijałem w kolejnych odcinkach).
Co mi się naprawdę nie podoba, to bigos jaki zaserwowali w tym anime autorzy. W jednym momencie masz płakać a za 3 sekundy się śmiać z jakieś zabawnej sceny - no dziękuję, to nie dla mnie, to już zdecydowanie wolałem Air z jego "troche humoru na początek, a potem lecimy z tragizmem". Tu jednak większość scen jest naprawdę zabawna - nawet te, które w zamierzeniu miały smucić potrafią śmieszyć. Chyba najlepsza była smutna końcówka jednego z odcinków, po której włączyły się napisy końcowe i wspomniany wyżej nie pasujący do całości utwór. Wkurzające jest też to, że anime robi się czasem zbyt dziecinne, ale to już przemilczę najlepiej... No tak czy inaczej w tym anime jest zbyt wiele elementów groteskowych, przez co trudno się potem przestawić na sceny, które mają wyciskać łzy.
Szczerze mówiąc to na siłę obejrzałem anime do końca - nie lubię czegoś zaczynać i zostawiać. Końcówka była całkiem fajna, ale niesmak mimo wszystko pozostaje i ocena za całokształt będzie niska. Chociaż fan anime ze mnie żaden, to są pozycje, do których chcę wrócić po jakimś czasie, niestety to anime do nich nie należy i sądzę, że jest przereklamowane (patrząc na średnią ocen w internecie), ale cóż - są gusta i guściki.
Moja ocena: 4/10Suavek - 2008-06-10, 21:09 Ja aktualnie jestem na dziesiątym odcinku anime Choujikuu Yousai Macross, czyli Super Dimensional Fortress Macross, w USA znane (a zarazem perfidnie przerobione i skradzione) jako Robotech.
Powiem tyle, jak na anime z początków lat 80tych to jestem pod niemałym wrażeniem. Serię ogląda się bardzo przyjemnie, poznając stopniowo przygody bohaterów, ze szczególnym nastawieniem na postaci Hikaru i Minmay. To właśnie wokół nich oscyluje główny wątek, którym jest... romans. Anime mimo otoczki science-fiction, z kosmitami, wielkimi okrętami kosmicznymi i transformersowatymi mechami (świetny design) jest tak naprawdę historią miłosną. Nawet wielce wojna nie jest jakoś szczególnie poważnie prezentowana. Po części potrafi to irytować, szczególnie, że anime cierpi na totalny brak logiki (wojna? serio? hej, chodźmy do kina!), ale w miarę oglądania kolejnych odcinków człowiek potrafi się mocno wciągnąć.
Jednak osoby przykładające dużą wagę do aspektów wizualnych będą mocno zawiedzione. Macross jest chyba najbrzydszym anime jakie kiedykolwiek oglądałem. Naprawdę, postacie i otoczenie jest wykonane niestarannie, zmiennie, bez odpowiednio wyważonych proporcji. Widać, że anime cierpiało na cięcia budżetowe. Niemniej jednak nie przeszkadza to jakoś szczególnie w oglądaniu i z biegiem czasu idzie się przyzwyczaić.
Jak na razie jestem skłonny polecić .Przede mną jeszcze 26 odcinków ale z tego co słyszałem to poziom dalej wzrasta.
Tymczasem ja nadal polecam Gurren Lagann. Mam ogromną ochotę obejrzeć sobie serię po raz drugi. Choć już takiego wrażenia jak za pierwszym pewnie nie zrobi, to nadal uważam je za jedno z lepszych anime jakie kiedykolwiek widziałem.Ana - 2008-06-11, 22:06 Jesli chodzi o mnie to lubię serię "Vampire princess Miyu" ;]
anime nie ogladałam.
Z anime to pamietam "Czarodziejkę z Księżyca" xD_Music - 2008-06-11, 23:18 Manga VPM ma chyba najbardziej paskudną kreskę jaką w życiu widziałem- tyle łuków, delikatności i pojedynczych machnięć piórkiem- nie dało się na to patrzeć, co dopiero czytać.
Oczywiście IMO
Anime to zupełnie inna sprawa- tu już w miarę po ludzku.Mi - 2008-06-12, 14:37 A ja czytałam i mangę i anime oglądałam.
Faktycznie, jestem skłonna stwierdzic, że przez zbyt delikatną kreskę ciężko się mangę czyta. Nie wspominając już o tym, że historia ukazana w anime (serii) podeszła mi bardziej - te mangowe jakoś dla mnie mało trzymają się kupy.
A tak poza tym, to dzięki Suavkowi obejrzałam Onegai Teacher i Gantz (zresztą dosyc dawno, ale nie chciało mi się pisac =D).
Co do pierwszego mam mocno średnie odczucia; nie było tragedii, ale też nie mogę powiedziec, ze anime jest dobre. Generalnie, cała przedstawiona historia jest, jak dla mnie, strasznie głupiutka i jeżeli miałabym je kiedykolwiek komuś polecic, to chyba tylko tym, którzy chcą się zrelaksowac przy naiwnej opowiastce o miłości nauczycielki-kosmitki i jej ucznia. Nie powiem jednak, że oglądało mi się źle.
Z Gantzem natomiast sprawa ma się inaczej. Kiedyś już Konjad napisał; "obejrzałem i w zasadzie sam nie wiem czemu"- podobnie sprawa ma się ze mną. Mimo, iż bieganie po śmierci za kosmitami i zabijanie ich brzmi dosc absurdalnie, pierwsza "seria" (a raczej połowa) anime naprawdę mnie wciągnęła. Powiedziałabym, że Gantz miał potencjał, którego do konca nie udało się wykorzystac- o ile pierwsze dwie misje były ciekawe, późniejsze wydawały się byc niemalże kopią poprzednich, zmieniali się jedynie wrogowie. Główne postaci mogą byc irytujące (ja np. nie mogłam patrzec na wciąż płaczącego i użalającego się nad sobą Kato i wiecznie nieśmiałą i niezdecydowaną Kishimoto) ale da się to wytrzymac. Wiele postaci pobocznych było naprawdę super np. babcia z rozpieszczonym wnusiem, szkoda tylko, że wykańczali się tak szybko. Początek drugiej połowy mocno mnie zaskoczył, takiego obrotu spraw się nie spodziewałam, szkoda tylko, że zaraz po nim znowu zaczął się schemat i znów dopadło mnie znużenie.
Jednak mimo wszystkich tych minusów, anime mi się podobało.R4Zi3L - 2008-06-12, 14:53
Miho napisał/a:
zaraz po nim znowu zaczął się schemat i znów dopadło mnie znużenie.
To daltego że zakończenie 2 serii jest inne niż w mandze... bo manga dalej sie ukazuje i nudna zaczyna byc troche pozniej.... szkoda ze nie pociagneli tego troche dalej.... no ale to seria tv.. wiec nie mogli czekac na mange az sie narysuje..._Music - 2008-06-12, 22:56 Zabieram się za Tengen Toppa Gurren Lagan (co za nazwa)- za rekomendacją Suavka.Suavek - 2008-06-15, 16:01 Ostatnio mam szczęście do dobrych anime, muszę przyznać. Po świetnym Gurren Lagann przyszła kolej na Choujikuu Yousai Macross.
"Znowu wielkie walczące roboty" zapewne skomentuje większość czytelników. Jak się okazuje spostrzeżenie bardzo chybione, jako że serię bardziej należy do gatunku dramat-romans. Anime ma więcej wspólnego z takim ludzkim Kimi Ga Nozomu Eien niż dajmy na to Gundamami.
Fabuła serii przedstawia losy grupy bohaterów na pokładzie gigantycznego okrętu-robota kosmicznego, tytułowego Macrossa. Stworzony przez obcych ale znaleziony na Ziemi zostaje odbudowany i oddany do użytku jako symbol zjednoczonej ludzkości. Niestety w dniu startu planeta zostaje zaatakowana, a Macross w wyniku rozmaitych wydarzeń przeniesiony zostaje na skraj naszego układu słonecznego.
Wśród tych wszystkich wydarzeń trójka głównych bohaterów: pilot samolotów Hikaru Ichigo, młoda niepozorna lecz uzdolniona nastolatka Ling Minmay, oraz pierwszy oficer okrętu, wywodząca się z rodziny wojskowej Misa Hayase. Ich wzajemne relacje, uczucia oraz emocje będą głównym motywem serii, wraz z niemałą ilością innych wątków zarówno politycznych jak i etycznych.
Choć wokół wymienionej trójki rozgrywa się większość wydarzeń, Macross przedstawi nam także całą gamę innych świetnych bohaterów. Takich postaci jak Roy Focker - mentor Hikaru - czy Maximilian Jenius - zabawny geniusz - trudno po prostu zapomnieć po obejrzeniu anime. Łatwo się do nich wszystkich przywiązać co zarazem bardzo umila oglądanie.
Oprócz romansu, kosmitów i mechów mamy także muzykę. I muzykę nie w formie tradycyjnego soundtracku, ale piosenek w wykonaniu Minmay, które odgrywają w serii rolę o wiele większą niż prostej zapchajdziury. Słuchać przyjdzie nam ich często, a po wczytaniu się w tekst można naprawdę ładnie połączyć utwór z wydarzeniami.
Seria ogółem stanowi idealny przykład tego, że otoczka science-fiction wcale nie musi się wiązać z walkami na lasery czy wielce miecze świetlne. Macross świetnie pokazuje, że mimo zastąpienia myśliwców robotami, a wrogą nację kosmitami, osoby wplątane w konflikt to zwyczajni ludzie, potrafiący okazywać uczucia i racjonalnie patrzeć na przyszłość. Tym samym walki robotów, choć obecne, stanowią jedynie drobny element głównych wydarzeń.
Ogólnie jak na anime już dość stare jestem pod ogromnym wrażeniem. Serię pochłonąłem bardzo szybko, oglądając czasem odcinek za odcinkiem pragnąc poznać ciąg dalszy. Klimat serii, świetne postacie oraz przedstawiona fabuła są genialne, i naprawdę razem tworzą cudowne anime. Macrossa polubić ma szanse każdy, niezależnie od preferencji gatunkowych. I naprawdę, po raz kolejny apeluję aby nie zrażać się do mechów - nie one są tutaj kluczowe.
Co do kwestii audiowizualnych. Powiem tyle, że jeśli należysz do tych osób co koniecznie muszą mieć fajerwerki graficzne aby przełknąć serię, to nie podchodź do Macrossa (albo, co lepsze, zmień w końcu upodobania ;p). Macross posiada najbrzydszą animację jaką widziałem dotychczas w anime. Widać, że twórcy mieli problemy z budżetem. Nie przeszkadza to jakoś szczególnie, ale zdarzały się momenty, w których miałem ochotę wybuchnąć śmiechem w reakcji na aktualnie widoczny obraz. Tak czy inaczej, kreska nie zniechęca - jest po prostu słaba, nawet jak na swoje lata. Co do muzyki to ta jest dobra, zarówno utwory z tła jak i te śpiewane, ale jest jej stanowczo za mało. Motywy się powtarzają i długością też nie grzeszą, przez co nawet te lepsze z początku kawałki mogą w końcu zbrzydnąć.
Jedna rzecz, która denerwowała mnie podczas oglądania to totalny brak logiki. Zapewne wina stoi tutaj po stronie tego, że anime to w końcu dramat-romans, a nie wielce poważna opowieść, ale mimo wszystko zdarzały się sceny, po których człowiek łapał się za głowę i zastanawiał "WTF?". Niemniej jednak z biegiem oglądania łatwo można przymknąć na to oko.
Ogółem jest to jedno z lepszych anime jakie widziałem. Serię oglądało mi się przyjemnie, nie byłem skazany na schematy (w końcu dość częste w anime tych lat) a w niepewności trzymany byłem dosłownie do ostatnich minut ostatniego odcinka (obejrzycie to zrozumiecie dlaczego). Jeśli miałbym wystawić ocenę (pominę fakt, że na AniDB już to zrobiłem ;p) to byłoby to 9/10. To wszystko za fabułę, postaci i klimat. Kiedy takie elementy prezentują wysoki poziom, animacja czy logika idzie w zapomnienie.
Tym samym polecam każdemu - naprawdę świetne anime, które mnie zmobilizowało do zapoznania się z resztą uniwersum. Jutro mam nadzieję obejrzeć Do You Remember Love - film w filmie, stworzony w świecie Macrossa, będący dramatyzacją wydarzeń przedstawionych w serii. Ot niby film kompilacyjny, ale zupełnie inaczej ukazane wydarzenia oraz wiele zmian. Ale to opisywać będę po obejrzeniu ;>.
Macross > Gundam ;P
EDIT:
Za mną dwie kolejne pozycje Macrossa. Film pełnometrażowy Do You Remember Love, oraz półgodzinna OVA Flashback 2012.
Do You Remember Love to jak już wspomniałem film stworzony w świecie Macrossa. Stanowi on streszczenie serii, ale przedstawia ją niemal zupełnie inaczej, ukazując główne motywy anime na tle zupełnie innych wydarzeń. Nadal mamy więc historię miłosną oraz wpływ ludzkiej kultury na obcych. Niemniej jednak przeinaczone zostało wszystko inne. Tym samym nie jest to film kompilacyjny, ale zupełnie nowa historia, wcale nie gorsza od oryginalnej. Choć trafiło się tradycyjnie parę błędów czy niedopowiedzeń, a wiele postaci drugoplanowych została potraktowana z ogromnym dystansem skupiając się jedynie na Hikaru, Misie i Minmay, to film oglądało mi się bardzo przyjemnie. O wiele lepiej niż w serii został ukazany wątek miłosny co zaliczam na ogromny plus. Polepszona została także oprawa audiowizualna. Ba, o ile seria była okropna to film jest wręcz prześliczny. Znane i lubiane utwory muzyczne także znalazły swoje miejsce w DYRL, a towarzyszą im też zupełnie nowe, równie dobre a miejscami lepsze motywy i piosenki.
Wydarzenia jednak nie są prawdziwe, i to co widzimy w filmie nigdy nie miało miejsca w świecie Macrossa. Jak zaznaczył mój znajomy, jest to taki ichni Pearl Harbor. Dramatyzacja oryginalnych wydarzeń. Tym samym film lepiej oglądać po serii, gdyż efekt jest o wiele lepszy. Ode mnie 9/10, tak samo jak seria.
Flashback 2012 natomiast to jakby 30min teledysk, a raczej zbiór takowych. Usłyszymy w nim chyba wszystkie piosenki Ling Minmay zarówno z serii TV jak i filmu DYRL na tle klipów obu produkcji. Każdy utwór ukazuje inne wydarzenia, takie jak szczęśliwe chwile postaci, smutek, samotność, miłość itp. a także zawiera kilka minut scen przedstawiających dalsze losy trójki głównych bohaterów. Flashback to raczej pozycja dla fanów i pod żadnym pozorem nie powinien być oglądany samodzielnie (przez spoilery). Po zapoznaniu się z serią muszę stwierdzić jest to bardzo przyjemna OVA.
Następny w kolejne Macross Plus oraz niekanoniczny Macross II. Oj wciągnęła mnie seria, wciągnęła. Szczerze polecam raz jeszcze.
EDIT 2:
Kolejny Macross, tym razem OVA pt. Macross II: Lovers Again. Niestety choć bym bardzo chciał to nie mogę powiedzieć o tej krótkiej serii wiele dobrego. Po pierwsze duży przeskok czasowy - 80 lat, więc mamy zupełnie nowe postaci. Po drugie, kiepska fabuła i nędzni bohaterowie. Po trzecie - to się nigdy nie wydarzyło . W dokumencie dołączonym do japońskiego DVD z Macross Plus było powiedziane, że Macross II to uniwersum alternatywne. I całe szczęście. Do obejrzenia tych 6 odcinków się zmuszałem, nie znalazłem tu nic co by mnie zainteresowało. 6/10. Osoby oglądające Macrossa mogą sobie odpuścić. Znajomy mi to sugerował ale chciałem koniecznie samemu się przekonać o poziomie produkcji - żałuję straconego czasu.
No nic, kolejny będzie Macross Plus, a ten to już ponoć hit ;>. Zobaczymy.Bersek - 2008-06-18, 14:43 .Suavek - 2008-06-20, 23:57 Kolejne anime obejrzane, ale tym razem nie mechy, więc spokojnie ;>
Zupełnie przypadkiem natknąłem się na wzmiankę o anime Ookami to Koushinryou tudzież w bardziej zrozumiałym języku Wolf and Spice.
Do styczności z anime zachęciły mnie porównania z Haibane Renmei, jakoby oglądało się bardzo przyjemnie, ze spokojem. Tylko to wystarczyło aby przyciągnąć moją uwagę, jako że Haibane wspominam bardzo miło.
I się nie zawiodłem. Trzynastoodcinkowa seria przedstawia przygody kupca Lawrence'a, który przypadkiem znajduje w swoim wozie dziewczynę z uszami i ogonem wilka. Okazuje się, że jest to 600-letni wilk Horo, który przybiera ludzką formę. Anime ukazuje czasem zabawne, a czasem dramatyczne perypetie obu postaci skupiając się w dużej mierze na procesie handlu w czasach średniowiecznych. Tym samym nie ma co liczyć na żadną akcję, walki na miecze, magię i inne bzdury. Większość serii stanowią dialogi, zarówno te rozwijające postaci jak i te wyjaśniające kwestie ekonomiczne. Przyznać muszę, że jako całość prezentuje się to świetnie, i od czasów Haibane Renmei nie miałem takiego maratonu podczas oglądania. Całość pochłonąłem w dwa dni, zniecierpliwiony ciągu dalszego, pragnącego poznać jak zakończy się historia Horo i Lawrence'a.
Dużym plusem serii są występujące postaci. Choć po powyższym opisie pomysł może się wydawać oklepany, to jednak zarówno Horo jak i Lawrence mają bardzo unikatowe osobowości, bardzo ładnie łamiące większość znanych i oklepanych schematów, co też czyni anime naprawdę oryginalnym. Anime nie posiada jakiegoś szczególnego, większego wątku. Składa się na nie raczej kilka mniejszych historii obu postaci, które muszą sobie poradzić z trudnościami ze strony zarówno kościoła jak i handlu.
Choć jestem pod ogromnym wrażeniem całości to mam dwie uwagi. Nawet będąc biegłym w języku angielskim miałem niemałe trudności w zrozumieniu wszystkich wyjaśnianych procesów handlowych. Nieraz zdarzało mi się czytać dane kwestie po trzy razy a i tak nie miałem 100% pewności czy aby rozumiem wszystko jak należy. Takie momenty pojawiają się w anime często, więc osoby mające większe problemy z językiem mogą się tym aspektem nieco zniechęcić. A może po prostu wynika to z faktu, że ekonomia to nie moja działka ;>. Druga sprawa tyczy się zakończenia, które nie jest wystarczająco satysfakcjonujące. Nie będę tutaj zagłębiał się w szczegóły co by nie spoilerować, ale mam wrażenie, że czeka nas drugi sezon (nie abym miał coś przeciwko ;>).
Ogólnie polecam. Ogląda się niesamowicie przyjemnie, z ogromnym spokojem a zarazem pragnieniem poznania ciągu dalszego historii. Z całą pewnością jedno z lepszych anime jakie kiedykolwiek oglądałem.
Ale o mechach też pomarudzę ;>. Wiem, że się cieszycie ;>.
Obejrzałem czteroodcinkową OVA Macross Plus. Nie zawiodłem się ani trochę i otrzymałem to co w Macrossie jest charakterystyczne - świetną historię miłosną w futurystycznym świecie z dużym udziałem świetnej muzyki. Jakkolwiek zabawnie takie określenie brzmi, Macross właśnie na tym polega. Trójkącik miłosny z udziałem Isamu i Gulda - dwóch pilotów prototypów nowych modeli Valkyrii - oraz Myung - ich znajomej, teraz zajmującą się popularną komputerową piosenkarką. Choć OVA nie jest długa (4x45min) to jednak ukazanie charakteru postaci stoi na wysokim poziomie. Próżno też marudzić, iż dramat i romans to tylko pretekst do ukazania walk robotów, gdyż tych jest zaledwie parę a i nie są specjalnie długie. Ogólnie jestem pod wrażeniem, a i zaznaczyć warto, iż serię da się spokojnie oglądać bez znajomości oryginalnego Macrossa. Choć zachęcam do styczności z prekursorem, zdaję sobie sprawę, że nie każdy będzie wystarczająco wytrwały. A seans Macross Plus może spowodować miłą zmianę opinii niektórych malkontentów odnośnie anime sci-fi z mechami. A nawet jeśli, to też przyznam, że sceny walk w Plusie są bardzo efektowne, świetnie ukazujące walki maszyn zarówno myśliwców jak i formy robota. W końcu twórcy wzorowali się zachowaniem prawdziwych samolotów podczas produkcji anime.
Ogólnie polecam. Warto też zaznaczyć, że za muzykę serii odpowiada Yoko Kanno.
Tym samym z Macrossa został mi tylko film Macross Plus (kiedy indziej), Macross 7 oraz będący w trakcie emisji Macross Frontier. Chętnie zapoznałbym się z tym ostatnim ale chcę iść chronologicznie. Szkoda tylko, że siódemka wyraźnie od siebie odpycha jak na razie. Nie dość, że posiada 50 odcinków, to po obejrzeniu pierwszego przez 20min siedziałem z tak zwanym facepalmem. Głupota postaci tego anime, a szczególnie głównego bohatera, przechodzi wszelkie pojęcia. Będę musiał naprawdę się przełamać aby przetrwać całość. Zobaczymy...
Do tego chyba sobie raz jeszcze obejrzę Macross Zero. Oglądałem to lata temu, i choć wtedy mi się podobało to jednak nic już nie pamiętam więc warto będzie sobie odświeżyć. Szczególnie, że to jedynie 5 odcinków, więc i czasu wiele nie zeżre.Suavek - 2008-07-09, 23:08 Dobra passa się skończyła. Po kilku bardzo dobrych seriach jakie obejrzałem po dość długiej przerwie od anime przyszła kolej na Macross 7.
O Macrossie pisałem już wcześniej, zachwycając się na lewo i prawo świetnymi pozycjami tej marki. Niestety, siódemce bliżej do bajeczki dla dzieci typu Power Rangers aniżeli solidnej historii wiążącej miłość, muzykę, dramat i codzienne życie w interesującą całość.
W sumie to może nietrafny opis. Macross 7 jak najbardziej w dużej mierze skupia się na muzyce, zawiera tradycyjny trójkąt miłosny, czasem trafi się jakaś bardziej poważna scena a występujące postaci w dużej mierze są ukazane na tle naturalnego, ludzkiego życia w mieście. Problem tkwi w tym, że wszystko to zostało totalnie przesadzone, że aż stało się surrealistyczne. I choć już oryginalny Macross cierpiał na kilka mało logicznych elementów, to żaden z nich nie dorasta do pięt nawet pojedynczemu odcinkowi siódemki.
Bardzo krótko o fabule. W celu zapewnienia przetrwania gatunku ludzkiego, w przestrzeń kosmiczną wysyłane są floty kolonizacyjne, mające na celu znalezienie planety odpowiedniej do zasiedlenia. Jedną z nich jest tytułowy Macross 7, składający się z kilku statków cywilnych, w tym zdolnego pomieścić nawet milion mieszkańców City 7, oraz ochraniających je statków wojskowych. W mieście, swoje pierwsze kroki stawia grupa rockowa Fire Bomber. *cough*Niespodziewanie*cough* flota zostaje zaatakowana przez tajemniczych obcych, wysysających energię życiową z istot żywych. Tutaj w sam środek konfliktu pcha się główny wokalista zespołu, który w swoim mechu nie walczy z wrogiem, ale śpiewa swoje piosenki, z nadzieją, że tym sposobem trafi do serc wroga.
I tak - anime jest równie głupie jak powyższy opis. O ile muzyka w poprzednich seriach Macross także stanowiła istotny element, który potrafił zaważyć na losach ludzkości, to tam było to wszystko solidnie uzasadnione i przedstawione. Tutaj natomiast otrzymujemy magię i smerfy, show godny porównania ze wspomnianym Power Rangers. Wszystko co oglądamy jest totalnie bezsensowne, naciągane, nielogiczne, a w dodatku pełne naiwnych i oklepanych już miliardy razy w innych serialach, filmach i anime motywów. Aby tego było mało, główny bohater serii zyskuje u mnie miano najbardziej irytującej postaci wszelkich anime. Pobił on tym samym nawet Shinna z Gundam Seed Destiny oraz Relenę z Gundam Wing. To co ta postać wyprawia, jak się zachowuje itp. przechodzi wszelkie pojęcie, przez co niejednokrotnie zdarzało mi się oglądać anime z tak zwanym "facepalmem".
W sumie psioczę i psioczę a wielu argumentów nie podałem. O głównym bohaterze już wspomniałem, ale faktem jest, że w późniejszych odcinkach nieco się uspokaja (tudzież widz się przyzwyczaja). Oglądanie uprzykrza natomiast zrobienie z w miarę realistycznego anime szmelcu dla dzieciaków. Serio, wiedzieliście, że śpiewaniem można pokonać gigantyczne kosmiczne potwory? Że samo śpiewanie wytwarza magiczną energię zdolną wytworzyć barierę energetyczną, tudzież nawet zniszczyć sprzęt elektroniczny? W ogóle śpiewanie zdolne jest uratować świat, a główny bohater w jakiś debilny sposób wiedział o tym od początku. Ba, w miarę kolejnych odcinków nabierali się na to kolejni bohaterowie...
Irytację zwiększa w dodatku ciągłe słuchanie tych samych utworów muzycznych, nie zawsze fajnych. Ja rozumiem, że to anime na muzyce się skupia, ale słuchanie tego samego kiczu trzy razy na odcinek potrafi wywołać odruch wymiotny. Kreska też nie powala. Nie jest zła, miejscami ładna, ale czasem zbyt prosta i ze źle dopasowanymi kolorami jak dla mnie, szczególnie w kosmosie. I powiedzcie mi, jak można wykorzystać tę samą animację trzy razy w przeciągu jednej minuty? Ja rozumiem, że zabieg ten jest dość często stosowany w anime, ale tutaj było to po prostu śmieszne, o ile nie żałosne. Nawet walki mechów nie były w żaden sposób ekscytujące jak w poprzednich seriach (świetne Dogfighty). Ciągle to samo.
Same odcinki natomiast to żałosny schemat. Najpierw trochę historyjki, czasem rozwijającej główny wątek, czasem rozwijającej jakieś postaci, potem "niespodziewany" atak obcych, główny bohater wylatuje i śpiewa, wróg się wycofuje ("Next time Gadget... next time!!!") i tyle. Enemy of the week.
Głowa mnie boli na samą myśl o debilizmie tego co właśnie skończyłem oglądać. To nie jest Macross... to cholerne Power Rangers czy inne Pokemony dla dzieci!
Najsmutniejszym elementem tego wszystkiego jest to, że anime miało mimo wszystko potencjał. O ile główny bohater to totalny debil to część postaci drugo i trzecioplanowych była naprawdę świetna, i tylko dla nich byłbym w stanie oglądać to anime gdyby nie cała reszta. Mylene i Gamlin to świetna parka, choć ich wątek trochę zawodzi pod koniec. Max i Milia to postacie znane jeszcze z oryginalnego Macrossa, i choć tutaj pełnią niemałą rolę to moim zdaniem było ich stanowczo za mało. Interesującą postacią wydał mi się także Ray, ale problem taki jak w przypadku poprzednich - za mało. Wychodzi na to, że wiele wątków nie otrzymuje swego zakończenia, a o niektórych postaciach wiemy stanowczo za mało.
To co charakteryzuje w dużej mierze Macrossa, to przedstawienie normalnego życia ludzi. Miało to miejsce w oryginalnym Macrossie, ma i tutaj. I prawda jest taka, że dopóki nie przychodziło do strzelania i kosmitów, to wszystko wyglądało nawet nieźle. Choć postacie potrafiły zachowywać się dziecinnie bądź niedorzecznie, to jednak oglądało to się przyjemnie. Stwierdzam tym samym, że ogólnie anime wyglądałoby o niebo lepiej gdyby od początku do końca skupiło się na perypetiach grupy rockowej - nawet na statku kosmicznym - aniżeli wiązaniu tego z kosmitami, walkami i ratowaniem świata.
Podsumowując, nie chciałbym obrażać osób, którym seria się podobała, ale dla mnie jest to typowy przykład anime skierowanego do młodszego odbiorcy, miłośników Power Rangers i tego typu bzdurnych, niewymagających widowisk. Nie polecam, a już w szczególności miłośnikom wcześniejszych serii Macross. Sięgajcie bez zastanowienia po oryginalnego Macrossa, po Macross Plus czy Macross Zero, ale siódemką nie zaprzątajcie sobie głowy.
A najbardziej przeraża mnie jedno. Że przed sobą mam jeszcze film - The Galaxy is Calling Me, oraz dwie OVA - Encore i Dynamite 7. Niech mnie ktoś zastrzeli...
EDIT:
Z tym strzelaniem to chyba jednak przedwcześnie. Obejrzałem właśnie OVA Encore, na którą składają się trzy samodzielne odcinki, każdy przedstawiający inną historię rozwijającą w jakiś sposób znanych bohaterów. Niby niewiele, ale po obejrzeniu stwierdzam jeszcze bardziej, że anime miało potencjał, który niestety został zmarnowany na rzecz dennych walk z kosmitami, wielce ratowaniem świata itp. podczas gdy najlepsze w Macross 7 jest właśnie życie ludzi, ich czasem zabawne, a czasem poważne perypetie. Odcinek pierwszy w dużym stopniu nawiązywał do oryginalnego Macrossa, z szokiem kulturowym przedstawionym jak należy, w miarę wiarygodnej formie. Odcinek drugi w końcu zagłębił się w przeszłość członków zespołu Fire Bomber - coś czego brakowało mi w oryginale. W dodatku zrobił to w bardzo ciekawy sposób, ukazując dramatyzację prawdopodobnych wydarzeń, a ostatecznie pokazując flashbacki tych prawdziwych. Żadnych walk, strzelanek, beznadziejnego śpiewania do obcych - po prostu super. Ostatni odcinek utrzymany jest w nieco bardziej komediowym klimacie, skupiając się na próbie zorganizowania ślubu Mylene przez jej matkę. Ponownie - żadnych walk, strzelanek, za to ponownie wgląd w przeszłość Mylene, świetna muzyka, sporo komedii.
Naprawdę, gdyby przeciętny odcinek Macross 7 wyglądał tak jak te rzekome "niewyemitowane" epizody, to bym nie narzekał. Nawet Basara wydaje się znośny dzięki temu ;>.
EDIT 2:
Chyba jednak przedwcześnie spisywałem na straty film i OVA Macross 7. Encore opisałem wcześniej, teraz skończyłem natomiast oglądać Galaxy is Calling Me oraz Dynamite 7.
Pierwsza pozycja to film w cudzysłowie. Trwa on niecałe 40min i podobnie jak Encore jest samodzielną historią rozgrywającą się gdzieś pod koniec serii odcinkowej. Nad fabułą nie będę się rozwodził, ale powiem tyle, że całość sprawuje się całkiem nieźle, a wkomponowanie muzyki w całość nareszcie jakoś wygląda w Macross 7. Co prawda musiał się pojawić najbardziej irytujący "zły" ale na szczęście tylko na krótszą chwilę. Ideał to to nie jest, ale przy serii odcinkowej wręcz poezja.
Dynamite 7 natomiast to sequel, rozgrywający się rok po zakończeniu serii odcinkowej. Główny bohater trafia na planetę znaną z obecnych w przestrzeni kosmicznej "wielorybów". Po raz kolejny śpiew Basary został ciekawie wykorzystany, a do tego mieliśmy okazję poznać grupę nowych, całkiem interesujących postaci. Całość wykonana jest nieźle, a i kreska mocno się poprawiła.
Naprawdę wielka szkoda, że potencjał serii odcinkowej został tak zmarnowany. Te dodatkowe OVA i film świetnie pokazują, że mogło coś z tego być. Niestety, wątki a'la Power Rangers wzięły górę i wyszło co wyszło.
Ok, został mi tylko Macross Zero do nadrobienia (oglądałem już kiedyś ale mało pamiętam) i zabieram się za Frontiera ;>. A w międzyczasie może coś jeszcze..._Music - 2008-07-09, 23:49 Ok, dałem sobie na wstrzymanie na razie tego Gurren Langann, bo zobaczyłem pierwszy odc. death note i wsiąkłem.
Aktualnie jestem po 15 odc i moge powiedzieć że to jedna z najlepszych produkcji jakie widzialem- jeśli do końca utrzyma się to tempo i dynamika odcinków, to naprawdę masakra- stawiam wtedy tuż tylko troszkę niżej od evangeliona.Konjad - 2008-07-17, 14:18 Hmm... ok, napiszę znowu co ostatnio oglądałem. Tak więc:
ARIA The ORIGINATION
ARIA The ORIGINATION DVD Special
Aria the OVA ~Arietta~
Czyli trzecia seria (i dwa dodatkowe odcinki) ARII - opowieści o dziewczynach, które starają się zostać Undine(czyli gondolierkami). Seria ta kończy całą opowieść - Akari i jej przyjaciółki zostają wreszcie Primami. Cóż, jeżeli wciągnął was magiczny klimat Neo-Wenecji w poprzednich seriach to i ta się spodoba, gdyż niczym od nich się nie różni (poza tym, że ma lepszą grafikę).
Coyote Ragtime Show
Opowieść o kojotach, czyli kosmicznych piratach ratujących planetę i potrafiących we czwórkę rozwalać całe armie przeciwników. Mamy tu umięśnionego kretyna, który dowodzi pozostałą trójką, dwóch innych kretynów i jedną lolitkę, która potrafi być jeszcze bardziej wkurzająca głupotą i "słodkością" niż pozostała trójka razem wzięta. Anime jest komedią, niestety nieudaną. Nie ma tu ani jednej rzeczy, którą mógłbym pochwalić, za to krytykować mógłbym bardzo długo, dlatego tylko w skrócie napiszę - nie oglądać tego, chyba, że podobają wam się anime o poziomie pokemonów.
Zipang
Współczesny, japoński okręt wojenny przenosi się przypadkiem do czasów II wojny światowej. Załoga ma dylemat czy stanąć po stronie Japonii i zmienić bieg historii, czy nie wdawać się w wydarzenia i pozwolić aby Japonia przegrała tę wojnę, jak było to w historii. Anime nie jest złe - walk nie ma tu zbyt wiele, a jeżeli są to są dobrze zrobione. Chociaż przyznam, że mogłoby być lepsze - fabuła jest kiepska, a bohaterowie zbyt powierzchownie przedstawieni. Warto oglądnąć, jeżeli nie ma się niczego lepszego do zobaczenia.Konjad - 2008-07-21, 14:51 Hm, oto co oglądnąłem od czasu ostatniego mego posta:
The Boy Who Saw the Wind
Opowieść o chłopaku gadającym ze zwierzętami i potrafiącym latać. Główny zUy i strashny przez przypadek zabija naszemu bohaterowi rodziców (niestety nasz bohater, który jest przeznaczony do walki ze zUem przeżywa ku rozczarowaniu widzów). W dodatku główny heros ma magiczną moc, którą ten zUy chce wykorzystać do wyprodukowania bomby aby rządzić światem (jakkolwiek durnie to brzmi to wcale nie jest żart). Ah, nie warto zapominać, że heros spotyka też dziewczynkę, którą będzie ratował i przed którą będzie się chwalił swymi mocami. Jak zapewne się domyślacie - mamy tu inteligentną i oryginalną fabułę, świetne postaci z rozbudowanym portretem psychologicznym etc. Krótko mówiąc - omijać z daleka.
Tekkon Kinkreet
Sensacyjna opowieść o gangsterach, z czego głównym bohaterem jest oczywiście kilkunastoletni chłopak. Co dziwne anime nie jest złe, ale go też nie polęcę, gdyż jest tylko "trochę dobre". Trudno mi o samym anime wiele więcej napisać. Akcja jest dobrze prowadzona (chociaż początek jest nieco nudny), jednak główni bohaterowie niezbyt przypadli mi do gustu (co innego drugoplanowe postaci). Polecam tym, którzy nie mają nic lepszego do oglądnięcia.Konjad - 2008-07-23, 11:46 Poleci mi ktoś jakieś anime z mhrocznym klimatem i interesującą fabułą? Coś jak Texhnolyze, czy Ergo Proxy? Ewentualnie może być coś psychologicznego or something.
Mam ochotę na coś cięższego, ale trafić na takie coś nie mogę
BTW. Pisze tu ktoś jeszcze oprócz mnie? :pSuavek - 2008-07-27, 19:05 http://www.youtube.com/watch?v=JWZXh0DlBpE - myślałem, że po Sky Girls nic mnie już w życiu nie zadziwi. Myliłem się...
Co by nie było offtopa, aktualnie oglądam kilka serii, ale ogólnie jakoś mam chwilowo zastój.
Macross Frontier. Na razie skończyłem na 7 odcinku ale kurcze, jeśli się poziom utrzyma to jest szansa na najlepszą serię Macrossa dotychczas ;>.
Zacząłem także Getter Robo Armageddon, ale jakoś nie jest to to czego się spodziewałem. Mając w pamięci bardzo udanego Mazinkaiser, miałem nadzieję, że Shin Getter będzie czymś w tym stylu - remake'iem w nieco poważniejszej, ciekawszej oprawie. Tymczasem dużo się biją, dużo się strzelają, dużo krzyczą, a ja nie wiem o co im chodzi (z tego co wyczytałem na wiki, jest to sequel serii, która nigdy nie powstała - lol).
No i nieszczęsny Code Geass. Żal... ciężko mi naprawdę to oglądać. Ja naprawdę nie mam nic przeciwko temu, że seria może się komuś podobać - kwestia gustu. Nie mogę jednak pojąć doszukiwania w tym wszystkim głębi, geniuszu i innych "ochów i achów". Seria jest przepełniona totalnymi banałami, oklepanymi schematami oraz co najgorsze, beznadziejnymi stereotypowymi postaciami (które w dodatku zamiast mózgu mają chyba fistaszki). Dodajmy do tego przelewający się zewsząd fanservice oraz upchany na siłę wątek szkolny i mamy cały obraz anime. Problem w tym, że ja naprawdę nie mam pojęcia jak się tym można zachwycać...Garrett - 2008-07-27, 19:32 Strike Witches ROX! XD
Suavek -> może dlatego, że jesteś pierwszą osobą jaką widziałem z taką opinią Jeszcze nie widziałem żeby ktokolwiek zarzucał serii, banały, schematy i stereotypowe postacie (co do tego, że sporo osób jest tam inteligentnych inaczej to się zgodzę). Ja tam też takich rzeczy nie widzę A i nie przesadzaj z zarzutami do faservice'u. Ja tam go widzę 1 maks 2 razy na ep albo rzadziej.
Ostatnio obejrzałem Sayonara Zetsubou Sensei. Prześmieszne anime. Bohaterowie są zrobieni mistrzowsko. Ponieważ nie umiem pisać recenzji to napiszę krótko. Śmieszne przygody nauczyciela, który jest totalnym pesymistą i jego uczniów, w których zawierają się np.: totalna optymistka; totalna perfekcjonistka; chłopak, którego nikt nie zauważa; dziewczyna, która ma fioła na punkcie ogonów; dziewczynę z innego kraju i rozdwojeniem jaźni, nielegalną emigrantkę, która kupiła sobie życie innego ucznia i jeszcze parę innych ciekawych postaci. Anime jest naprawdę genialne i bardzo je polecam.SiedzacyWKiblu - 2008-07-27, 19:40
Garrett napisał/a:
Sayonara Zetsubou Sensei
Ja powiem ,że nawet zbyt genialne mój umysł jest w stanie wyłapać 50%(aluzja do jednego odcinka) tego co oni pokazują ,bo człowiek jest bombardowany przez te anime ciekawymi abstrakcyjnymi rozwiązaniami które ośmieszają kulturę Japonii oraz pewne powiedzenia ,jak to ,ze o czym myślisz w marcu zrobisz w kwietniu.
A ja nie mogę złapać odcinka w którym jest nawiązanie do Death Note. Suavek - 2008-07-27, 19:55
Cytat:
Suavek -> może dlatego, że jesteś pierwszą osobą jaką widziałem z taką opinią Jeszcze nie widziałem żeby ktokolwiek zarzucał serii, banały, schematy i stereotypowe postacie (co do tego, że sporo osób jest tam inteligentnych inaczej to się zgodzę). Ja tam też takich rzeczy nie widzę A i nie przesadzaj z zarzutami do faservice'u. Ja tam go widzę 1 maks 2 razy na ep albo rzadziej.
Właśnie zauważyłem, że zwolenników Gayass jest znacznie więcej niż osób _otwarcie_ go krytykujących. Ale to nie jest kwestia, która by zmieniła moje zdanie.
Nie bierz tego do siebie, ale w tym momencie powinienem przybrać postawę Jo-Jo, i zacząć ględzić, jak to Gayass jest anime dla mas, podniecających się byle czym. A przyznam szczerze, że na takie mi właśnie wygląda. Dla mnie elementem cechującym dobre anime jest ciekawa fabuła i postaci, a tutaj oba aspekty zawodzą na całej linii jak na razie. Może się wypowiem więcej gdy obejrzę całość. Zakładając, że nie umrę ze śmiechu/rozpaczy po drodze.Garrett - 2008-07-27, 20:07 A to, że zwolenników jest więcej nie ma znaczenia. Ważne jest to co Tobie się podoba. Mnie się bardzo podoba, Tobie wcale i tak powinno być. Ja na ten przykład nie mogę zdzierżyć Shakugan no Shana, którym się wszyscy zachwycają.
Co do elementów cechujących dobre anime to masz identyczne jak ja Tyle że mi się w CG podoba fabuła, a postacie ma dobre (są takie które, miałbym ochotę zabić i są takie, które lubie).
Cez napisał/a:
A ja nie mogę złapać odcinka w którym jest nawiązanie do Death Note.
Jest nawiązanie do Death Note'a? Hmm, jeśli jakieś to chyba to w drugim odcinku z notesem osób które mogą być towarzyszem sensei'a przy samobójstwie.Plazior - 2008-07-27, 20:38
Suavek napisał/a:
myślałem, że po Sky Girls nic mnie już w życiu nie zadziwi. Myliłem się...
Jakimś cudem zmusiłem się do obejrzenia całego odcinka.Jestem mile zaskoczony To Anime jest tak głupie i prezentuje tak niski poziom że oglądając je miałem ubaw po pachy Anime to również zabija absurdem (Głos z Emulatora Epsxe: This is absurd!) Więc jeśli śmieszą was rzeczy tak głupie że aż śmieszne, to właśnie wam polecam to Anime.Suavek - 2008-07-27, 20:48
Cytat:
Bobo-bo Bo-bobo
To anime jest po prostu szaloną komedią. Tymczasem Strike Witches stara się być na swój sposób poważne...
Nie wiem kto jest odbiorcą takich anime. Osoby, które podniecają dziewczynki przebrane za samoloty/czołgi/sprzęt wojskowy z całą pewnością (tak, tacy istnieją). Ale poza tym?
Już chyba Lucky Star bym wolał obejrzeć i ich 10min dyskusje o jedzeniu ciasteczka niż to.Garrett - 2008-07-27, 21:15 Heej, co masz do Lucky Star'a? Jak się przetrwa te pierwsze 2-3 epki to potem się rozkręca i robi się naprawdę dobre. Za pierwsze epki odpowiadał inny scenarzysta niż za resztę.
Co do Strike Witches to pal licho do kogo to skierowane. Kto takie rzeczy wymyśla, o to jest pytanie R4Zi3L - 2008-07-28, 15:16
Suavek napisał/a:
Nie wiem kto jest odbiorcą takich anime.
Hmmm... dzieci?
Ja narazie jestem po 8 epkach Monster'a
Spodziewalem sie czegos... ciekawszego? Bardziej mrocznego? (Jedynie opening i ending maja jakis klimat) Jak narazie to sie bardzo ciagnie, chyba bym wolal czytac mange... ogladal ktos to do konca? Moge sie spodziewac czegos odmiennego czy raczej to bedzie typowy - co odcinek spotykamy innego czlowiek na drodze i jego historie?Garrett - 2008-07-28, 18:41 Monstera nie oglądałem ale przeczytałem mangę. Po pierwszych kilku chapter'ach miałem ochotę przestać czytać ze względu na nudę ale cieszę się, że tego nie zrobiłem. Historia rozkręca się z biegiem czasu i staje się na prawdę ciekawa. Monster'a w żadnym wypadku nie nazwałbym mrocznym. Jest to po prostu ciężka historia, która mogłaby się wydarzyć w naszym świecie. Jeśli przeżyjesz ten przydługi początek to później powinno być dużo lepiej. Mi się bardzo podobał.