Forum Silent Hill Page

Borley Haunted Mansion - Horrory...Zarówno te dobre i kiepskie :)

Rooster - 2009-07-16, 08:59

Zamykający napisał/a:
Niestety miał olbrzymiego pecha ponieważ trafił pod skalpele lekarzy, którzy robili na nim jakieś eksperymenty (nie, to nie jest film gore/snuff). Ktoś wie o jakim filmie mowa?

Nie, ten gość leżał tylko w szpitalu, żadnych ekperymentów na nim nie robili, gdzie wy to wyczytaliście. Sam film był inspiracją do nakręcenia teledysku "ONE" Metallicy, na którym to przewijają się urywki z "Johnny poszedł na wojnę" właśnie
Film składa się gł. z fragm. z jego pamięci, z dzieciństwa, czasów przed wyjazdem na wojnę itd. ale też i prób jakie podejmuje aby udowodnić lekarzom że pomimo urazów jakie odniósł nadal potrafi kontaktować się ze światem (w czym pomaga mu jedna z pielęgniarek).
Nie pamiętam dokładnie bo oglądałem go z rok temu ale fabuła opiera się właśnie o coś takiego

i to na pewno nie jest horror tylko dramat!

Devinitum - 2009-08-23, 14:55

Nie zaznaczam spoilerów, bo rodzaj filmu sprawia, że musiałbym zaznaczyć wszystko, więc jeśli nie chcesz zepsuć sobie zabawy - obejrzyj najpierw film. ;)

28 tygodni później

Zacznę od tego, że nie jestem fanem 28 dni później, od zawsze zadziwiała mnie jego popularność i wysokie oceny, bo dla mnie film był po prostu głupi i mało ciekawy. Jednak komu bym o tym nie wspomniał, to zawsze słyszałem "oj tam czepiasz się dev, fajny był!". Film oglądałem dość dawno temu i jak tak sobie przypominam o nim, to jedyne co mi się wryło dość mocno w pamięć, to KRETYŃSKI fragment filmu, którego akcja rozgrywała się w jakiejś bazie wojskowej. Ostatnio dowiedziałem się, że nawet autorzy wolą odesłać w niepamięć ten fragment przyznając się do błędu. W takiej sytuacji postanowiłem sprawdzić, czy odrobili oni pracę domową i czy oszczędzili drugiej części takich zagrywek.

Lekkomyślność cechą ludzką (UWAGA NA SPOILERY!)

Ludzie odcięci od świata, zombiaki (pozwolicie, że będę ich tak nazywał, pomimo tego, że w filmach to określenie chyba nigdy nie było wykorzystane) panoszące się po okolicy - trudno nie przewidzieć, że ktoś zaraz zginie. Po nalocie zombie'ch uciec udało się tylko jednemu gościowi, którego chęć przeżycia okazała się silniejsza, od uczucia jakim dażył swą żonę. Po jego pomyślnej ucieczce mamy mały briefing, z którego dowiadujemy się, że po tym jak minęło trochę czasu, UK zostało oczyszczone z zainfekowanych i można tam już spokojnie mieszkać, w pilnie strzeżonej przez wojsko strefie o nazwie District One. Tam też mieszka owy jegomość, któremu udało się uciec. Sprowadza on swojego dwunastoletniego syna o imieniu Andy i jego siostrę, którzy chcą zaznać spokoju po przebytym koszmarze. Niestety postanawiają się oni udać bez pozwolenia do niestrzeżonej strefy, gdzie stoi ich stary dom. Chłopiec spotyka tam matkę, która niby przeżyła cały nalot zainfekowanych, ale jakimś cudem jest nosicielką wirusa dzięki specyficznym genom, które również ma jej syn. Oczywiście matka po interwencji wojska zostaje przeniesiona do District One, gdzie zaczynają się rozgrywać dość przewidywalne wydarzenia, typu: "stracili panowanie nad wszystkim", "wirus się znów rozprzestrzenia", "umarlaki chodzą po ulicach", "ludzie panikują", "koszmar powrócił". Wszystko dzięki Don'owi, który postanowił zobaczyć się znów z żoną, którą zostawił. Po czułym pocałunku sam zmienia się w zombie i zaczyna siać spustoszenie w mieście, zaczynając od swojej żony. Niezły z niego agent, pojawia się i znika, potrafi załatwiać kolejne jednostki i to wojskowe w dodatku, porusza się niczym cień i w ogóle wydaje się mieć wyższe IQ od tych wszystkich innych zainfekowanych. ;) W mieście prawie natychmiast zostaje ogłoszony kod czerwony i wszyscy są zmuszeni ewakuować się z tego miejsca. Rozmieszczeni na dachach snajperzy po chwilowym strzelaniu do zainfekowanych dostają rozkaz strzelania do wszystkiego co się rusza. Jeden z nich natomiast oszczędza Andy'ego, który panoszy się na dole, lecz w końcu znajduje miejsce, gdzie może się ukryć. Potem mamy już standard, bo postacie zgodnie wpadają na pomysł żeby stąd spadać. Tak przedstawia się fabuła, która głównie przedstawia lekkomyślność ludzką, brak konsekwencji i chęć przeżycia.

I tak wszyscy zginą

No może prawie. Takie filmy są łatwo przewidywalne, jak każdy film o jakiejś katastrofie. Zawsze można się spodziewać, że ludzie będą eliminowani niczym pionki na szachownicy i w końcu uciec uda się góra dwójce bohaterów. Trup w tym filmie ściele się gęsto, czasem denerwuje zabijanie niektórych bohaterów, ale cóż - taki film. Szkoda tylko, że przeżył 12-letni chłopiec, który w dodatku podobnie jak jego matka może być nosicielem wirusa, bez widocznych tego oznak... Że co? Że chłopiec powinien zostać dokładnie obejrzany zanim wejdzie na teren, gdzie są całkiem zdrowi ludzie? A kogo to obchodzi, że pandemia będzie się rozrastać?

28 miesięcy później

Co jest oczywiście furtką do następnej produkcji z numerkiem 28 w tytule, bo tym razem dzięki chłopcu wirus przeniósł się do Francji (widoczna w końcówce wieża Eiffla). Mam nadzieję, że nie będzie to się ciągło niczym słynna seria "<whatever> of the Dead".

Koniec głupich pomysłów!

No może prawie, autorzy tym razem oszczędzili nam idiotycznych tekstów i zachowań wojskowych i tego typu scen już nie uświadczymy w dwójce. Co prawda dalej dziwne jest dla mnie zarażanie innych osób w mniej niż sekundę oraz to, że zombie po zarażeniu porusza się niczym sprinter, nawet jeśli jest w podeszłym wieku, ale cóż, trzeba się cieszyć, że film jako tako trzyma poziom i nie posuwa się do granic absurdu. Nie jest może straszny, ani absolutnie poważny, ale to w końcu film o zombie, więc należy się spodziewać sporo krwi, rozrywanych kończyn, wydłubywanych oczu, mielenia zombie'ch śmigłem od helikoptera... i tak dalej... ;)

Muzyka, efekty, scenografie - jak zwykle na plus

Nic dodać, nic ująć. Autorzy znowu się postarali i na efekty nie ma co psioczyć. Szczególnie spodobał mi się moment, w którym miasto jest bombardowane. Wybuchy i rozbłyski były naprawdę niezłe. Scenografie również mi się podobały, bo znowu mamy do czynienia z postapokaliptycznym Londynem. Soundtrack z pierwszej części stał się dość popularny, z tej również nie pozostawia zbyt wiele do życzenia.

Jest lepiej!

Moim zdaniem druga część wypada o wiele lepiej od pierwowzoru. Nie jest może idealna, ale nie pozostawia po sobie niesmaku i można do niej wrócić. Pomimo niższych ocen uważam, że jak najbardziej warto go obejrzeć, nawet jeśli nie przepadało się za pierwszą częścią.

Raq - 2009-08-23, 16:05

Devlock napisał/a:
Moim zdaniem druga część wypada o wiele lepiej od pierwowzoru. Nie jest może idealna, ale nie pozostawia po sobie niesmaku i można do niej wrócić. Pomimo niższych ocen uważam, że jak najbardziej warto go obejrzeć, nawet jeśli nie przepadało się za pierwszą częścią.
ja natomiast patrząc już teraz z perspektywy czasu uważam ze część 2 jest mocno nudna natomiast 1 wciaż jest u mnie w rankingu wysoko :D
Ale żeby nie było ze nie pisze niec nowego to powiem o LŚNIENIU
Jako ze pracę licencjacką pisze o Lśnieniu (ksiażkowym) i odwoływał sie będę do filmu, postanowiłem go sobie znów oblookać. A jako ze wersje są 2 to postanowiłem zobaczyć obie.
Lśnienie Kubrick'a...chyba każdy tu je widział, a przynajmniej kazdy kto jara sie horrorami. Nie od dziś wiadomo ze film z książką ma BAAAAAARDZO mało wspólnego. Ale teraz kiedy sobie go odświerzałem, dopiero doszło do mnie dlaczego king tak nienawidzi tej ekranizacji...jest oskubana totalnie ze wszystkiego, prawdę mówiąc zostaje jedynie tata psychopata i hotel...NIC nie jest jak w ksiażce, i o dziwo muszę stwierdzić że film cholernie mnie wynudził (nawet nie dotrwałem do końca)...całosć ratuje tylko Jacek Nikoś które gra fajnie (choć z 2 strony zawsze tak gra bo gra siebie)...babka grające Wendy jest tak brzydka że się patrzeć nie da (i w sumie wisi mi to gdyby jeszcze grała dobrze, ale wióry z drewnianej gry aż w oczy kolą)...lipa panowie liiiipa straszna...choć musę przyznać ze dla kogoś kto film ogląda 1 raz i nie jest zaznajomiony z ksiażką może to być naprawdę dobre kino...są sceny które zapadają w pamięć i autentycznie mają klimacior
Lśnienie Garris'a , najarałem się na tą wersję z racji tego ze king przyglądał sie produkcji i ponoć jest ona bardzo zgodna z książką. Wszystko szło fajnie póki nie zobaczyłem napisu 'directed by Mick Garris'...serio, co King'a przy nim trzyma?! Facet potrafi spieprzyć zpkę chińską chyba. Jego ekranizacja Bastionu to dla mnie nóż w plecy...z Lśnieniem nie jest tak źle, ale dobrze też nie jest. Co z tego, że jest zgodność z książką skoro reszta klęczy? Dick Halloran został zagrany tak źle jak sie tylko dało (ja w tej roli widzę Morgana Freemana)..Jack jest nijaki...taki że ja by się go chyba nie bał..Wendy jest HOT! wreszcie wygląda jakoś konkretnie i normalnie. Można uwierzyć ze facet chciał sie z nią wydać bo z tą od Kubricka to można najwyżej dzieci straszyć...Danny mnie tak wnerwiał ze wcale nie dziwię się ze chciał go stary ukatrupić...Efekty jak to u Garris'a..pprodukcja telewizyjna i to wszystko tłumaczy...

Niestety ani jeden film nie ejst bardzo dobry...

StuntmanMikeL - 2009-08-25, 11:53

Devlock napisał/a:
Co prawda dalej dziwne jest dla mnie zarażanie innych osób w mniej niż sekundę oraz to, że zombie po zarażeniu porusza się niczym sprinter

To akurat było zamiarem twórców jedynki, zeby odciąć się od stereotypów i ogranych tematów w filmach o zombiakach. Celowo też nie mówią o nich "zombie", czy "żywe trupy", bo w gruncie rzeczy ludzie zarażani są tutaj jakąś odmianą wścieklizny, dzięki której są znacznie sprawniejsi fizycznie, ale kosztem tego, że jedyne co im zostaje w mózgach to instynkt przetwania (mówiac prościej - nieustannie szukają papu. Tym gorzej dla nich, bo wirus ma dodatkowy efekt uboczny, jakim jest szybkie zużywanie się u zarażonego jakichś substancji typu białko czy coś w tym stylu, dlatego zarażeni niemal nieustannie chcą żryć. Tak czy inaczej podejście do "zombie" w tym filmie jest dosyć oryginalne i o ile się nie mylę pomysł ten był wcześniej słabo eksploatowany, jeśli wogóle.
Raq napisał/a:
Niestety ani jeden film nie ejst bardzo dobry...

Zależy jak na to spojrzeć. Telewizyjnego filmu nie widziałem, ale już sam fakt, że został wyprodukowany dla telewizji, oraz to że nad projektem czuwał sam King z góry przekreśla u mnie ten obraz. Dlaczego? Polecam obejrzeć Maximum Overdrive, wyreżyserowany przez Kinga na podstawie włąsnej nowelki, żeby zobaczyć, iż facet jednak powinien zostać przy pisaniu, a od filmów powinien trzymać się z daleka. Tym niech się zajmą profesjonaliści.

Kubrickową wersję zawsze będę lubić, bez względu na to czy jest zgodna z książką, czy nie, między innymi dlatego, że jestem jego fanem. Kubrick miał to do siebie, ze potrafił stworzyć bardzo unikatową wizję. Nawet jeśli robił film z góry określony gatunkowo (wojenny, sci-fi, dramat, komedia, horror), to jednak każdy z nich był wyjątkowy, miał w sobie coś, co go wyróżniało spośród innych przedstawicieli danego gatunku. Nie dziwię się Kingowi, że nie podobała mu się ta wersja Lśnienia, ale jak dla mnie to już nie było Lśnienie Stephena Kinga, tylko Lśnienie Stanleya Kubricka. Jego własna wizja, do stworzenia której podstawy zostały skradzione i przerobione w coś zupełnie innego.

Raq - 2009-08-25, 17:12

StuntmanMikeL napisał/a:
To akurat było zamiarem twórców jedynki, zeby odciąć się od stereotypów i ogranych tematów w filmach o zombiakach. Celowo też nie mówią o nich "zombie", czy "żywe trupy", bo w gruncie rzeczy ludzie zarażani są tutaj jakąś odmianą wścieklizny, dzięki której są znacznie sprawniejsi fizycznie, ale kosztem tego, że jedyne co im zostaje w mózgach to instynkt przetwania (mówiac prościej - nieustannie szukają papu. Tym gorzej dla nich, bo wirus ma dodatkowy efekt uboczny, jakim jest szybkie zużywanie się u zarażonego jakichś substancji typu białko czy coś w tym stylu, dlatego zarażeni niemal nieustannie chcą żryć. Tak czy inaczej podejście do "zombie" w tym filmie jest dosyć oryginalne i o ile się nie mylę pomysł ten był wcześniej słabo eksploatowany, jeśli wogóle.
Nawet nie jest tak postawione ze szamać chcą bo o ile mnie pamieć nie myli to gdzieś w filmie jest mowa że to czym są zarażeni to 'Rage' i im w głowie tylko rozpieprzyć innych niż oni...
StuntmanMikeL napisał/a:
nad projektem czuwał sam King z góry przekreśla u mnie ten obraz. Dlaczego? Polecam obejrzeć Maximum Overdrive, wyreżyserowany przez Kinga na podstawie włąsnej nowelki, żeby zobaczyć, iż facet jednak powinien zostać przy pisaniu, a od filmów powinien trzymać się z daleka
Tyle że Maximum Overdrive w całości nakręcił king...innymi słowy reżyserował, a co innego stanąć za kemrą a co innego doglądać jak idą prace. W maximum reżyserował, tutaj doglądał (co robi nie pierwszy raz i wychodzi to na dobre). Co do reszty się zgodzę chociaż gwarantuję że po przeczytaniu książki stwierdził byś 'kurde na miejscu King'a zamordował bym Stanley'a '...ksiazka jest o niebo lepsza (przy całej świetności filmu-która to mi nieco uleciała)....Muszę dokończyć ten film bo moze jednak się uratuje. Jest nakręcony naprawdę fajnie, ale cholera oglądając go pięści zaciskają mi się ilekroć ta tempa baba włazi w kadr i jedzie z drewnem...Kuźwa ja bym lepiej jej rolę zagrał....wyszła z niej taka mięka piz*a że sam bym jej siekierę w łeb wbił...ale ale! np 1 sceny z bliźniaczkami czy sławinna winda z krwią budują klimat genialny to trzeba przyznać
Zamykający - 2009-08-25, 17:58

Raq napisał/a:
oglądając go pięści zaciskają mi się ilekroć ta tempa baba włazi w kadr i jedzie z drewnem...Kuźwa ja bym lepiej jej rolę zagrał....wyszła z niej taka mięka piz*a że sam bym jej siekierę w łeb wbił...


Wielu twierdzi, że w obsadzie o to właśnie Kubrickowi chodziło :D żeby widz się nie dziwił dlaczego Jack chciał zakróliczyć żonkę ;)

I jak widać, odniósł w tym wypadku fenomenalny sukces. Jeśli chodzi o mnie, to wygrywa to tępe, bezrozumne spojrzenie, kiedy tłumaczył jej, żeby mu nie przeszkadzać w pracy. Sam zacząłem szukać siekiery.

Raq - 2009-08-25, 19:31

no dokładnie tą scenę miałem przed oczami pisząc posta...
'get the fuck out of here!'
'ok :) '
geeez siekiera między te zęby...nawet moje tak nie wystają

Jo-Jo - 2009-08-25, 23:06

Gee - ona właśnie miała taka być ...
Mi - 2009-08-26, 09:56

Ja nie znoszę Kubrickowej wersji właśnie przez maksymalne spłycenie fabuły i wcale nie dziwię się Stephenowi, że wściekł się na reżysera, kiedy zobaczył gotową wersję :wht: ... W zasadzie jedynie Jack w roli Jacka był genialny, do tego kilka wyciętych scen, w tym ta z bliźniaczkami. O filmowej Wendy nawet nie będę się wypowiadać, bo moje odczucia co do tej persony trafnie już podsumował Raq, nie mniej jednak podnosił mi ciśnienie kolejny drewniak- Danny. Kiedy patrzyłam na jego usta szeroko rozwarte w niemym krzyku, miałam ochotę rzucić wazonem w telewizor.

Wersję telewizyjną lubię. Kiedyś, gdy dopiero raczkowałam z horrorami darzyłam ją wręcz uwielbieniem- po czasie zaczęłam zauważać niedociągnięcia, co jednak wcale nie zniszczyło mojej sympatii do niej. Muszę powiedzieć, że podobali mi się aktorzy. Szczególnie Wendy. Fajnie również było zobaczyć Jacka w wersji młodej i przystojnej, Steven Weber przypadł mi więc do gustu. Danny, choć czasem wnerwiający był okrutnie, nieprzyzwoicie wręcz słodziutki- gdybym zobaczyła takiego dzieciaka w sklepie, chyba bym go porwała ;) .

Co do serii "28..." nie przypadł mi do gustu ani jeden film. Nie moja bajka po prostu, choć gdybym miała wybierać lepszą w moim mniemaniu odsłonę, wskazałabym tę drugą.

Raq - 2009-08-27, 19:32

Jo-Jo napisał/a:
Gee - ona właśnie miała taka być ...
Kczyński też taki miał być więc nie narzekać..
wqurwiała mnie baba tak ze jasna cholera bierze, i nie dlatego że gra wnerwiającą tylko dlatego że grać nie potrafi.
Weź za przykład panią Carmody z mgły albo Misery...obie wywołują cholernie negatywne emocje (wnerwiają, czy cokolwiek innego) dlatego ze takie mają być i takie grają. A nie dlatego że takie mają być i osiągają to brakiem talentu....okropna baba okropna gra

StuntmanMikeL - 2009-08-27, 19:40

Coś w tym w sumie jest. Można by spekulować, ze to właśnie dlatego Kubrick pobił rekord Guinessa w ilości powtórzeń sceny (chyba około 150, nie pamiętam dokłądnie) z tą aktorką właśnie, gdyż wciąż nie był zadowolony z ujęcia. xD Gdyby aktorka była dobra, to pewnie załatwiliby to w kilka powtórzeń.
Raq - 2009-08-27, 19:46

dokładinie, Nicholson zresztą mówił ze nigdy już z nim nie będzie pracował przez takie własnie jazzdy ;d
Carmash - 2009-08-30, 15:24

Miho napisał/a:
Co do serii "28..."


Jedyne co wyniosłem z seansu obu filmów, to ogromne rozczarowanie. Zamysł co prawda był ciekawy, jednak zwolennikiem żywych trupów i ogólnej fascynacji twórczością George'a Romero, czy chociażby Lucio Fulci'ego, nigdy nie byłem. Nic więc dziwnego, że na pierwszy rzut pragnę wyłożyć minusy powyższych produkcji. W pierwszej kolejności uderzyła we mnie nielogiczność przedstawianych scenariuszy. Wiele rzeczy zostało wymyślonych prawdopodobnie na poczekaniu, gdy scenarzyści nie za bardzo wiedzieli, jak wyjść obronną ręką ze swoich pomysłów. Mniemam więc, że na samym początku spisano ogólny zarys, kilka scen w samym środku filmu, a następnie łatano początek i koniec wedle szkolnej metody dydaktycznej, zwanej burzą mózgów.
Następną kwestią jest aktorstwo. Cóż mogę napisać? Gratuluję kondycji, i kilku grymasów twarzy, których nie powstydziłaby się Pani Lucyna, czy Pan Bogdan, grający swój epizod w W-11. No i sport to zdrowie, więc aktorzy może w końcu wezmą się za siebie et cetera, et cetera. Naprawdę ciężko pisać mi o grze, gdy otrzymuję pojedynczego ziemniaka w głębokim talerzu. Montaż wypada poprawnie, a drgająca ręka operatora dodaje lekkiego smaczku, choć momentami można było pokusić się o statyw, łapiąc w kadr znacznie więcej i znacznie ładniej.
Jedynym plusem, jest dla mnie fantastyczna muzyka. Temat post-rockowy, przewijający się w różnych wariacjach przez cały film? Rewelacja. John Murphy może nie wykazał się szczególną wirtuozerią kompozycyjną przy tworzeniu soundtracka, ale jak mówią - w prostocie siła.

Ot, cały opis 28 czegoś tam dalej ;) 5/10

StuntmanMikeL - 2009-08-31, 12:22

No to ja wyjadę z innej beczki, mianowicie z filmami poruszającymi kwestię ludzkiej psychiki w mniej lub bardziej zakręcony sposób. Pomimo, że każdy z nich traktuje o czym innym, to wbrew pozorom mają ze sobą wiele wspólnego. Po pierwsze, zostały wyprodukowane w złotym wieku kina grozy i fantastyki - latach '80, okresie, w którym to powstawały najlepsze klasyki tego gatunku. W czasach, kiedy nie było CGI, a gumowe rekwizyty stanowiły o wiele lepszy substytut odciętych kończyn i ludzkich wnętrzności. W czasach, kiedy kiepawe aktorstwo dodawało tylko uroku, a największą wagę przywiązywano do akcji i atmosfery. Drugim aspektem łączącym poniższe produkcje, jest wspomniana już ludzka psychika. W pierwszym przypadku zobaczymy co czeka człowieka, który popada w obsesję, w drugim poznamy jak to by było być telepatą, a na koniec przejdziemy w odmienne stany świadomości, żeby dowiedzeć się (lub nie), czy sen aby na pewno jest tylko stanem spoczynku umysłu. Zagłębmy się więc w mroczne zakamarki ludzkiego umysłu i przyjrzyjmy się co gryzie Gibert... to znaczy Maxa Renna, Camerona Vale'a i Eddiego Jessupa.



Videodrome

Ze wszystkich filmów Davida Cronenberga jakie widziałem, Videodrome był najdziwniejszym z nich. Mniej więcej w połowie przestałem nadążać za tym, co się dzieje na ekranie. I nie chodziło o to, że montaż był kiepski, albo reżyser był pijany (chociaż kto go tam wie). Każda kolejna scena swoim narastającym poziomem surrealizmu sprawiała, że nie wiedziałem, czy brać to wszystko dosłownie, czy jako jakąś chorą metaforę. Co prawda fabuła wspomina o falach płynących z telewizora podczas emitowania tytułowego programu, które wywołują silne halucynacje, jednak nie jest nigdy jednoznacznie potwierdzone, że to owe fale są przyczyną dziwnych wydarzeń jakie przeżywamy wraz z głównym bohaterem.

Fabuła kręci się wokół Maxa Renna – kierownika stacji telewizyjnej, nadającej filmy dla dorosłych (erotyki, pornosy etc.), oraz jego chorej ambicji znalezienia, bądź wyprodukowania programu, który dostarczyłby widzom skrajnie szokujących wrażeń. Tak się składa, że pewnego popołudnia wraz z pracownikem własnej stacji wyłapuje piracki sygnał nadający program pt.: „Videodrome”, w którym to główną atrakcją są tortury erotyczne, gwałty, sodomia, a nawet zabijanie “na niby”. Wbrew przekonaniom Maxa, iż program nadawany jest z jakiegoś egzotycznego kraju trzeciego świata, okazuję się, że nadawcy sygnału rezydują całkiem niedaleko, bo w Pitssburghu. Bez chwili namysłu, Max postanawia złożyć im wizytę.

To co się dzieje w dalszej części filmu już nie będę zdradzał, jednak jedno jest pewne – szykujcie się na ostrą jazdę. Surrealistyczna wizja Cronenberga w dosyć ciekawy sposób snuje typową dla tego reżysera przestrogę. Jaka to przestroga? Zostawię już do własnej interpretacji, gdyż Videodrome jest na tyle niejasną opowieścią, iż można ją postrzegać na wiele sposobów. Ja osobiście poczułem się, jakby reżyser chciał przestrzec widza przed telewizją i tym, jak bardzo potrafi człowiekowi zrobić z mózgu wodę.

Videodrome to absolutny mus, dla fana horrorów przyprawionych nutą surrealizmu, oraz co najważniejsze – wymagających odrobiny myślenia. Na pewno nie jest to typowy slasher na piątkowy wieczór, gdzie kolesie w białych maskach wyskakują zza rogu przyprawiając o zawał. Po seansie z pewnością w głowie zostanie mętlik, a ewentualne próby zrozumienia całej historii będą wymagały ponownego obejrzenia. Videodrome wypierze wasze mózgi i zostawi je w ciemnym zaułku, wymięte, zmaltretowane i zmęczone. Long live the new flesh...



Scanners

Zadziwiające, że kolejny film z tej półki przypada temu samemu reżyserowi, co Videodrome. I niestety, nie mam tu na myśli niebywałego skoku w jakości, a raczej niewiarygodny jej spadek. W skrócie powiedziałbym, że Scanners to istnie głupia i bezsensowna strata czasu, a seansowi towarzyszył nieopisany ból i modły o rychły koniec filmu. Zagłębmy się jednak w szczegóły.

Tytułowi Skanerzy (Scanners) to ludzie obdarzeni zdolnościami telekinetycznymi. Ludzie, którzy przez owe zdolności mają problemy ze znalezieniem własnego miejsca w społeczeństwie. Reszta “normalej” części społeczeństwa uważa ich za wybryki natury i generalnie traktują ich jak śmieci. Jednak są ludzie i organizacje finansowane przez rząd, pomagające Skanerom zejść z ulicy i ułożyć sobie życie. Rząd jak to rząd samarytaninem nie jest, a w jego interesie leży zrzeszanie Skanerów i wykorzystywanie ich zdolności w dobrych celach. Robią to, gdyż nie wszyscy telepaci to wymoczki i menele. Niektórzy z nich doskonale rozumieją własne umiejętności, chcąc je wykorzystać do... tak jest – DOMINACJI NA ŚWIATEM! Aby zapobiec wielkiej kabale, jaka niewątpiwie wisi w powietrzu, niczym brzydki zapach, który nie chce wyfrunąć przez okno, rząd odnajduje i rekrutuje jednego z najpotężniejszych - Camerona Vale'a, który jakże by inaczej – jest zagubionym wymoczkiem, i kompletnie nie wie co się dzieje. Wymuskane skurczybyki chcą wykorzystać Camerona do zinfiltrowania organizacji złych Skanerów, których przywódcą jest niejaki Revok (grany przez Michaela Ironside'a) i odkrycia co planują. Przy okazji także nie zaszkodziłoby uratować świat przed zagładą.

Film jest naprawdę kiepski. Nie wiem o czym myślał Cronenberg podczas pisania scenariusza i kręcenia. Ani trochę nie trzyma w napięciu, przynudza jak ksiądz na kazaniu, a podczas oglądania ma się wrażenie, jakby każda następna scena miała w dupie to, co się działo w poprzedniej. Nie czuć wogóle ciągłości wydarzeń, wszystko jest robione na pośpiech, żaden bohater nie jest ani trochę rozwijany, wszystkich ma się gdzieś, a ja osobiście miałem nadzieję że wszyscy w końcu zginą. To byłby chyba jedyny fajny element tego filmu. Aktorzy to kompletna tragedia i poza Ironside'em, który chyba nie potrafi być kiepski, nie było tu ani jednego aktora, który potrafił albo przynajmniej starał się grać. Koleś grający głównego bohatera wygląda jakby odpadł z castingu do Mody na Sukces (seryjnie, Ridge może spadać zbierać znaczki), umiejętnościami aktorskimi nie dorównując nawet obsadzie z ww. serialu. Swoje kwestie wypowiada jakby mówił do pięcioletniego dziecka, a więcej emocji potrafiłaby małpa pokazać. Porażka. Najgorsze jest to, że jedyny aktor, który wprowadza jakiś walor rozrywkowy do całego przedstawienia – Michael Ironside – pojawia się w 20% całości.

Dziwi mnie bardzo skąd ten kult narosły wokół Scanners, oraz spora liczba fanów jaka go wielbi. Jak dla mnie to kompletna strata czasu, nie mam absolutnie żadnych podstaw, żeby coś tu pochwalić poza Ironside'em. O nie, przepraszam – efekty specjalne były fajne. Podejrzewam, że to właśnie na nie poleciała większość budżetu, co by tłumaczyło dlaczego zatrudniono takich partaczy - aktorów. Możecie spróbować, ale na własną odpowiedzialność. Mi się Scanners nie podobało kompletnie, ale jak to bywa z gustami – każdy ma swój.



Altered States(Odmienne Stany Świadomości)

Powiem szczerze, spodziewałem się czegoś ambitnego po tym obrazie, może dlatego właśnie mnie tak rozczarował. Z jednej strony podejmuje bardzo kręcący mnie temat (tytułowe odmienne stany), a z drugiej stanowi serię dziwacznych i zdających się nie mieć sensu scen. Ale od początku.

Eddie Jessup, naukowiec z Harvardu, prowadzi badania nad chorobą psychiczną - schizofrenią. Podczas badań zaczyna wierzyć, że doświadczenia wynoszone z innych stanów świadomości, takich jak sen czy inne stany półprzytomne, mogą być tak samo realne jak te, których doświadczamy na jawie. Próbując udowodnić jakoś swoją teorię Eddie eksperymentuje na samym sobie, zamykając się w komorze izolacyjnej na kilka godzin wspomagając się jednocześnie środkami halucynogennymi. Badnia te prowadzą go w końcu do Meksyku, gdzie wraz z tubylcami bierze udział w dziwnej ceremonii kręcącej się wokół halucynogennego grzyba. Po doświadczeniu niezwykle realnej i niekontrolowanej halucynacji, oraz rytualnego gangbangu (no co? Może tego nie pokazali, ale założę się, że cała imreza nie skończyła się tylko na ćpaniu xD ), Eddie wraca do ameryki wraz z próbką halucynogenu i zaczyna eksperymentować z jego użyciem. W wyniku eksperymentów ciało i umysł Eda zaczynają przechodzić regresję ewolucyjną.

I tutaj wszystko zaczyna się walić. W momencie gdy Ed zamienia sie w jaskiniowca i zaczyna ganiać po mieście, polucjąc na zwierzyne w zoo, klimat zaczyna parabolicznie lecieć w dół. Nie mówię, że do samego końca oglądamy wybryki małpoluda szalejącego po mieście, bo tak nie jest, ale zwyczajnie cała tajemnica i mistyczność badań, prowadzonych przez głównego bohatera, ulatnia się z ekranu niczym powietrze z przebitej opony. Ponad to same halucynajce Eda stają się coraz bardziej dziwne i zdają się nie mieć najmniejszego znaczenia. Najtrafniejsze skojarzenie, jakie przyszło mi do głowy podczas oglądania tych scen, była równie dziwna scena pod koniec Odysei Kosmicznej, Kubricka (jednak w tym filmie przynajmniej było wiadomo, że Dave podróżował przez tunel czasoprzestrzenny). Jeśli reżyser chciał mi coś tymi fraktalami przekazać to sorry – chyba to przegapiłem. Dodatkowym akcentem psującym główny temat filmu, jest wątek miłości dwójki głównych bohaterów. Nie jest on jakiś nachalny, ale finałowa scena wyglądała, jakby cały filmy rozchodził się właśnie o ten wątek. Altered States kończy się szybko i nagle, nie dbając nawet o to, żeby wyjaśnić zagadkę odmiennych stanów świadomości i to jest jego największym problemem.
Mimo wszystko myślę, że warto go obejrzeć, chociażby raz. Mimo, że zabrakło mu odpowiedniego szlifu, to z pewnością należy do tej ambitniejszej strony kina fantastyki.

Raq - 2009-09-12, 11:29

nie iwdziałem ostatniego natomiast pierwsze dwa zdecydowanie polecam ;d sam fakt ze nie wiem co myśleć o videodrome powinien was zachecić...film jest porąbany bardziej niż technowiking...dorzucił bym do tej paki Naked Lunch który to stopniem porąbania nie ustępuje poprzednim a chyba nawet ich przewyższa...no i w pewien sposób również jest filmem z tematyki
StuntmanMikeL napisał/a:
poruszającymi kwestię ludzkiej psychiki w mniej lub bardziej zakręcony sposób.
...Carmash pewnie powie o nim więcej i konkretniej, ja jedynie polecę bo jednak w tej kwestii on jest specjalistą....W każdym razie obowiazkowy seans


EDIT:
Zobaczyłem sobie głośny film co zwie się:
ANTYCHRYST (uderzenie pioruna)

Zacznę od tego, żerozumiem teraz dlaczego film wywołuje takie kontrowersje. Rozumiem też co to znaczy horror pornograficzny (jak mówił o nim sam Lars Von Trier).
Od poczatku.
Film otwiera prolog, który jest wyśmienicie nakręcony...mówię wam ludzika sam prolog był by wspaniałym krótkim metrażem. Jest wspaniale naświetlony, idealnie udźwiękowiony, czerń i biel dają wspaniały efekt. Mamy genialne wręcz światło które np jak w Sin City daje efekt cholernej czystości (przypomnijcie sobie scenę w śniegu i podbijcie to x10). Wygląda to wręcz genialnie. Do tego slow motion i jest full bajerka. Gdyby nie jeden mały pryszcz. Wspomniana pornografia. Mamy sceny których mistrzowie kina by się nie powstydzili, Burtonowskie wręcz, bajeczne ujęcia aż tu naglę mamy ujęcie tak oczywiste, że ośmielę się stwierdzić, w filmach porno nie ma tak graficznego przedstawienia sytuacji (trudno uwierzyć prawda?). Naprawdę ludzie, to tylko kilka sekund ale jak dla mnie zupełnie nei na miejscu. Rozumiem ze sex jest w tym filmie naprawdę istotny, ale broń Boże nie w tej scenie!...idźmy dalej. Wspomniany prolog się kończy i zaczyna się pierwszy chapter. Nie będę juz opisywał każdego jednego, a jedynie ogólny zarys odczuć. Zacznę od wspomnianego sexu...Film jest nim naprawdę przesycony, co mi niestety zupełnie nie odpowiada. Nie przepadam nawet za delikatnymi erotycznymi scenami w filmach, a co dopiero sceny z Antychrysta.
Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
.Rozumiem, ma to znaczące znaczenie dla fabuły,nie obyło by się bez tego tematu, ale dało by sie to chyba zrealizować w sposób który by nie odrzucał. Z drugiej strony, czasami nadaje to tak ciężkiego klimatu, że aż chce sie więcej. No i właśnie, klimat. Trzeba przyznać, że jest wyborowy. Film nie jest straszny, ale jest zdecydowanie niepokojący (a ja osobiście o wiele bardziej wolę to niż straszaki). Wspaniałe jest to, że na ten niepokojący klimat składa sie dosłownie wszystko. Począwszy od gry, przez lokalizację a na sexie kończąc. Niby nic się nie dzieje ale czuje sie ten dyskomfort, potrafię sobie wyobrazić ludzi którzy wychodzili by z sali kinowej własnie przez to uczucie dyskomfortu. Największą jednak zaletą, jest genialna reżyseria. Naprawdę ukłony do ziemi. Trzeba ten film zobaczyć żeby to zrozumieć. Zdjęcia są zapierające, kolorystyka niesamowita, wspaniała gra światła i cienia (to chyba najmocniejszy element realizacji), i cholernie dobra praca kamery, która zresztą jest dosć charakterystyczna. Również nasi rodacy, odpowiedzialni za efekty specjalne się postarali, i sa one wręcz idealnie dopasowane do całosci...Dopełnia tego naprawdę dobre udźwiękowienie.
Całosć zamyka epilog, zrealizowany w tym samym stylu co prolog, niestety już nie tak ciekawy, choć z jednym małym ciekawym dodatkiem.
Całosć?
Całość wypada dziwnie.
Jeśli miał bym oceniać pod wzgledem fabularnym, dał bym z 7/10. Szału niema, ale zdecydowanie nie jest xle.
Jeśli miał bym ocenić realizację to jest 9+/10
jeśli zaś zawartość 'wydarzeń' to jakieś 3/10 bo totalnie mnie nie jarało ciągłe pieprzenie przerywane scenami jakby wyciagnietymi z innego filmu. I zdaję sobie sprawę, że to jeden z tych filmów które na pierwszy rzut oka mają mało sensu i trzeba nad nimi pokminić, mimo to wydaje mi sie, że Lars chciał za dużo, i ma o własnych zdolnościach zbyt wysokie zdanie. Film jest ambitny, mocny, nie jest łatwy w odbiorze i zdecydowanie nie jest dla każdego. Choć z drugiej strony pierwsze o czym pomyślałem po obejżeniu, że to takie Begotten dla większej ilosci odbiorców. Mimo to myślę, że dało się to zrobić lepiej (jesli idzie o scenariusz).
Filmu nie jestem w stanie ocenić jako cąłości, zbyt mocno zderzaja sie we mnie odczucia. Trzeba zobacyzć i ocenić, ja byłem oczarowany realizacją i bardzo rozczarowany samą akcją.
Ale co najwazniejsze, byłem naprawdę zaniepokojony podczas seansu...
ten film robi coś z głową...

Bersek - 2009-09-12, 19:08

Hamerykanie kręcą horror, którego akcja będzie rozgrywała się w Polsce. Więcej szczegółów:

Cytat:
The Shrine - horror o Polsce

The Shrine - horror o PolsceW połowie sierpnia rozpoczęły się zdjęcia do kanadyjskiego horroru, zatytułowanego The Shrine, którego akcja toczyć się będzie w Polsce. Tutaj możecie obejrzeć zwiastun oraz pierwsze zdjęcia, które pokazują, jak twórcy widzą nasz kraj.

Akcja filmu toczy się w jednej z małych, polskich wsi umiejscowionej na wschodzie kraju, gdzie do dzisiaj "kultywowane są tradycje". Grupa młodych dziennikarzy prowadzi śledztwo w sprawie składania ofiar z ludzi przez fanatyków pewnego kultu.

The Shrine wyreżyseruje Jon Knautz, zaś zagrają między innymi Cindy Sampson (The Last Kiss, The Factory) i Aaron Ashmore (Tajemnice Smallville, Sekta 2).

Film, który powstaje w Kanadzie, wygląda na kolejny ociekający krwią horror. Amerykańskie portale filmowe piszą, że po raz kolejny amerykańskie nastolatki odwiedzają nasz region (wcześniej Hostel) i mają do czynienia z miejscowymi głupkami. Za oceanem film pojawi się bezpośrednio na DVD w 2010 roku.

Źródło: Stopklatka.pl


Trailer:
http://www.youtube.com/watch?v=8XXH98dN-I8

Galeria:
http://wiadomosci.gazeta....026622.html?i=0

Moja kryształowa kula mówi mi, że wyjdzie z tego kawał gówna. To tyle jeżeli chodzi o mój komentarz do tego filmu.

Raq - 2009-09-12, 19:19

nakręcony może będzie fajnie ale fabularnie znów zostaniemy przyrównani do jakiegoś zapomnianego kawałka świata gdzie przy ognisku śpiewa się piosenki do boga drzew...
na 1 focie widać prawdziwą szczenkę aktora :P
z 2 strony z tego tematu DA się zrobić coś ciekawego byle nie zostanie to spłycone do taniego teen slasher'a
pierwsza połowa trailera naprawdę ok, obiecująca, ale dalej jest kloc murzyna...oklepane

StuntmanMikeL - 2009-09-12, 21:18

Biorac pod uwage fakt, że reżyser tego filmu do tej pory kręcił same slashery, to wiadomo czego można się spodziewać.

Zreszta już nawet ze wspomnianego pierwszego zdjęcia (Hellraiser, anyone?) można wywnioskować, że przy projekcie nie grzebią zbytnio ambitni ludzie. A już na pewno nie wykształceni, skoro ich zdaniem Polska to kraj poganów odzianych w zwierzęce skóry i władających tak zaawansowanym orężem jak kusza, którzy w imię jakiegoś boga składają pięknych i wykształconych amerykanów w ofierze.

Już kij w ciemnotę jaką popisali się twórcy, bardziej wkurza mnie fakt, iż w pewnych kręgach ludzie wyrobią sobie na nasz temat jakiś głupi stereotyp. Z drugiej strony - taki crap raczej nie ma szans na sukces, więc może unikniemy oczernienia.

Rooster - 2009-09-13, 20:38

I zonwu będą mówić że u nas nadal modli się do drzew a po ulicach chodzą niedźwiedzie... Bo przecież amerukanie są tak głupi że uwierzą we wszystko, dodać do tego ich wszechmoc z czynienia głupot w internecie...
i te mordy - rodem z Bad Taste :lol:

Mi - 2009-09-14, 10:42

Raq, w sprawie Antychrysta mam podobne odczucia do Ciebie. Film genialnie buduje w widzu niepokój i poczucie narastającej psychodelii, ale pewne sceny były wręcz niesmaczne.

Co do "The Shrine"- czołoblat. Nie mówię już tylko o żenującym jak na razie wykonaniu (screeny- wtf? plus polska wioska, która wcale na polską nie wygląda...)- obejrzy jeden taki amerykański bezmózg z drugim i już opinia wyrobiona. Polska państwem trzeciego świata. Ciekawa jestem, czy reżyser potrafi chociaż wskazać nasz kraj na mapie >_< ? Ja już sobie wyobrażam, jak zrodził się pomysł wykonania tegoż jakże ambitnego dzieła:

#1: Dude, let's make a dope horror movie!
#2: Chea! Sounds phat! Teh movie about what?
#2: ... a masked murderer killin some hot teens in the forest?
#1: Dawg, forest sounds sweet but teh killer... I've just had a deja vu...
#2: So maybe a hidden village of killerz?
#1: Awesomly awesome! Teh village fckin where?
#2: Donno... We need a small poor country... like Sierra Leone or stuff...Nope... not Africa- what about European ones?
#1: ...Poland!
#2: Holland? Naaah, too much of weed thar.
#1: Not Holland. Poland.
#2: Wut?
#1: I think it is something like Russia but smaller. U know, village, some religious cult and devotion stuff...
#2: Dude this is just badass! Let's do it! CHEA!

Bersek - 2009-09-14, 17:41

:lmao: Miho, weź ten dialog wrzuć do LOL.
PiK - 2009-09-15, 10:44

Miho napisał/a:
Raq, w sprawie Antychrysta mam podobne odczucia do Ciebie. Film genialnie buduje w widzu niepokój i poczucie narastającej psychodelii, ale pewne sceny były wręcz niesmaczne.


Ostatnio miałem okazję zobaczyć i mam dość podobne odczucia. Triera za dobrze nie znam, bo do tej pory widziałem tylko Dogville, który dzięki maksymalnej teatralności i oszczędności formy pozwolił się skupić wyłącznie na bohaterach. Antychryst zrealizowany jest zupełnie inaczej. Perfekcyjna reżyseria, a zdjęcia to absolut. (Szczególnie prolog i wyimaginowana wędrówka po lesie -Anthony Dod Mantle udowodnił, że jest bezkonkurencyjny w tej dziedzinie.). Bez wątpienia jeden z najlepszych technicznie filmów ostatnich lat. Klimat jest gęsty i przytłaczający. Ogólnie nie miałem większych zastrzeżeń, aż do rozdziału trzeciego, kiedy budowana stopniowo atmosfera szaleństwa osiągnęła apogeum i genialny klimat ustąpił dosłownościom rodem z Piły. IMO ucierpiała trochę na tym wartość artystyczna obrazu, ale dzięki kontrowersjom film na pewno lepiej się sprzedał i pewnie o to chodziło.
Sama fabuła i wymowa tej produkcji bardzo przypadła mi do gustu. Pomysł na odwrócenie symboliki Edenu uważam za niezwykle interesujący. Ogólnie wymowa zdaje się być podobna do Dogville, czyli niezależnie od wszystkiego, człowiek jest z natury zły. Dlatego tym bardziej zastanawia końcowa dedykacja filmu Tarkowskiemu, który uważany jest za największego chrześcijańskiego mistyka kina. Zainspirowało mnie to, do zapoznania się z jego twórczością.
Reasumując; Wybitnie zrealizowane, ambitne kino, nieco spłycone, przez kilka niepotrzebnych scen.
7,5/10

P.S
Miho, świetna, domniemana geneza powstawania tego całego Shrine :D

Mi - 2009-09-25, 11:34

Od siebie polecam 25 minutowy one-shot, Kakurenbo aka Hide and Seek. Jest to anime o bardzo specyficznym klimacie japońskiego horroru i myślę, że wielu forumowiczom przypadnie ono do gustu. Nie będę tu nic opisywać, bo tytuł mówi sam za siebie, powiem tylko jedno- jeżeli nie lubicie tytułów, które pozostawiają po sobie masę niedopowiedzeń, nie zabierajcie się za Kakurenbo. Tutaj widz musi dopowiedzieć sobie co najmniej 50% historii.

PS. Anime można obejrzeć online z angielskim lektorem, który o dziwo nie jest zły. Oczywiście jednak bardziej polecam oryginalny dubbing.

wawmaster - 2009-09-25, 13:07

A ja wczoraj byłem w olsztyńskim Heliosie na Oszukać Przeznaczenie 4 oczywiście w wersji 3D. I musze powiedzieć, że w żadnym calu nie żałuję wydanych pieniędzy. Fakt, może film nie jest zbytnio odkrywczy czy nowatorski, bo wiadomo, że jest to za kazdym razem powtarzający się schemat, ale sposoby uśmiercania były świeże i wcześniej nie ruszane. Efekty 3D były naprawde świetne i było ich bardzo dużo. Wielkie gratulacje za początkową scene wyścigu. Film jest generalnie dośc przewidywalny bo wiadomo, że jest teraz czyjaś kolej, i zaraz go coś trzepnie, ale był moment którego się KOMPLETNIE nie spodziewałem i takie coś nie było jeszcze nigdy w poprzednich częściach użyte mianowicie :

[SPOILER]
wiadomo, że na początku każdej części ktoś ma wizje jakiejś katastrofy. Tak, też było i w tym przypadku. W pewnym momencie filmu jest scena gdy gówny bohater idzie z murzynem (ochroniarzem z toru na którym był wypadek) przez ulice i sie okazało że to był akurat kolej czarnoskórego pana i potrącił go duży samochód. Dziewczyna głównego bohatera jest z koleżanką w kinie na filmie i w kinie dochodzi do wybuchu. Odłamki latają wszędzie i koleżanka dziewczyny głównego bohatera zostaje zabita przez duży pręt. On z dziewczyną jak i całą reszta ludzi zaczynają uciekać i na pękniętych ruchomych schodach traci (dość straszny sposób) życie jego dziewczyna. I w tym momencie okazuje się, że to była kolejna wizja i wracamy do momentu przechodzenia naszych bohaterów przez jezdnie. Jak sie domyślamy, bohater nie zdąrzył uratować czarnoskórego pana przed przeznaczeniem, ale mógł uratowac dziewczyne i przyjaciółke. Moment naprawde zaskakujący bo nigdy wcześniej nie było tak, że ktoś ma inną wizje od tej na samym początku. [/SPOILER]

spoiler oznaczyłem więc jeśli ktoś nie chce to nie przeczyta tego. Ogólnie film bardzo mi się podobał i polecam każdemu kto lubi krwawe filmy.

Kamillo - 2009-11-10, 23:43

Gdybym za każdy obejrzany horror dostawał zeta, byłbym milionerem. Więc nie będę wypisywał co mi się podobało a co nie ^^

Dziś od 24:00 (czyli za 15 min ;) )) zaczynam nocny seansik horrorów. Na tapecie są : Egzorcyzny Dorothy M. , 28 tygodni później oraz Sauna.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group